Robert Plant: popowy czy topowy?

pobrane_11

Jeśli ktoś pytałby mnie o najwybitniejszych wokalistów rockowych, Planta wymieniłbym jako pierwszego, a – po chwili krótkiego namysłu – postawił na najwyższym stopniu podium.

[more]

*

Urodzony w 1962 roku, wychowywałem się na muzyce lat 70. a mając znacznie starszych od siebie braci, nie mogłem nie nasiąknąć muzyką poprzedniej dekady. Gdy bardziej metodycznie zacząłem penetrować pop music, wsiąknąłem w tamten okres – dosłownie – po uszy, dokładając sobie jeszcze drugą połowę lat 50. Nie wiem więc, jak to jest być znacznie młodszym i nie wychować się na Beatles, Stones czy Led Zeppelin. Jak to jest odbierać ich, a także nowe nagrania członków słynnych kapel z tamtego czasu, nie nosząc w sobie muzycznych emocji z gatunku tych największych i najgorętszych. 

Jeśli ktoś pytałby mnie o 

najwybitniejszych rockowych wokalistów,

Planta wymieniłbym jako pierwszego, a – po chwili krótkiego namysłu – postawił na najwyższym stopniu podium. Potem dopiero zastanawiałbym się nad Freddiem Mercurym, Jimem Morrisonem czy Mickiem Jaggerem. Plant – bo, po pierwsze, był wokalistą największego łojącego ansamblu w historii rokendrola, a po drugie  – robił z głosem, pozostając w rockowej konwencji, co chciał.   Wyciągał, za sprawą barwy, bardzo wysokie rejestry, był tzw. screamerem: świetnie się darł i krzyczał, ale też, po prostu, pokazywał – i pokazuje do dzisiaj – że umie śpiewać kawałki utrzymane w średnim tempie i potrafi być liryczny.

Spracowana twarz

na okładce nowej płyty, ogorzała od tytułowego ognia, to oblicze niepokojąco niemłodego już idola (pojawiają się wręcz jakieś skojarzenia z Iggym Popem, choć gdzie tam Plantowi do niego, gdy chodzi o igranie z ogniem, to jest – chciałem powiedzieć – z życiem). Zawartość jednak rozwiewa niepokój – RP od dawna prowadzi się należycie, a jego głos wciąż brzmi czysto i pięknie. Wręcz anielsko.

A jak anioły – to i

syreny.

Przed laty sięgnął (na Dreamland, 2002) po kawałek Song to the Siren, interpretując go w bardzo podobny sposób jak osiemnaście lat wcześniej zrobili to Elisabeth Frasier i Robin Guthrie na pierwszej płycie This Mortal Coil. I po kilkakrotnym wysłuchaniu nowej płyty Pana Roberta od skojarzeń z TMC nie umiem się uwolnić. Oczywiście, tam dominowały instrumenty elektroniczne, klawiszowe, u Planta, na szczęście, jest inaczej, pojawia się piano, gitara akustyczna albo smyki. Jest też trochę gitar elektrycznych, zdecydowanie więcej niż na przykład na poprzednim albumie, są – tradycyjnie już – elementy muzyki bliskowschodniej czy afrykańskie bębny, ale całość daje obraz 

krainy łagodności:

wyciszonego wokalu i ładnych melodii, których jednak faktura oraz aranżacja dalekie są od popowego banału. Nawet gdy pod koniec albumu na plan pierwszy wysuwa się brzmienie instrumentów elektronicznych, gitara – na zasadzie kontrapunktu – brzmi szczególnie ostro.
Carry Fire nie zmusza słuchacza do przyklęknięcia. Nie jest to bowiem album wybitny, album, na którym stary mistrz szuka swoich nowych ścieżek. Jest ciągiem dalszym Lullaby and… THE CEASELESS ROAD, co słychać bardzo wyraźnie, zwłaszcza gdy pomiędzy kolejnymi odsłuchaniami nowej płyty włożyć do odtwarzacza tę z 2013 roku – i to może stanowić dla niektórych powód do niejakiego zawodu. Nie mam jednak wątpliwości, że to bardzo dobry zestaw piosenek, kolejny raz dowodzący wielkiego talentu muzyka, który wciąż trzyma poziom i klasę. Powtórzę, co już zdarzyło mi się parę razy napisać: ilu ich jest, ich – starogwardzistów – co ciągle są aktywni i ciągle nagrywają płyty, nad którymi nie sposób się nie pochylić? Tych, co ciągle tworzą muzykę, przy której nie sposób się – z satysfakcją starego fana – nie uśmiechnąć? Szczególnie szeroko na przykład wtedy, gdy w końcówce Bones of Saints cytuje wokalizę z The Battle of Everymore.

(Robert Plant, Carry Fire, 2017)

[W NaTemat: 5 listopada 2017]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s