Polska płyta wszechczasów – Niemen Enigmatic, 1970

Mój ojciec – i nie on jeden – mówił: „Wygląda i drze się jak małpa”. Ani rokendrola, ani kolorowych strojów, ani długich włosów Niemena, a potem innych, wielu nie było w stanie pojąć. A ja dziś, pisząc te słowa i wsłuchując się po raz nie wiadomo który w jego czwartą płytę długogrającą, wciąż jestem zdumiony, w jakie rejony zabrnął w 1969 roku najwspanialszy polski wokalista i jeden z najwybitniejszych kompozytorów. A może, po prostu, najwybitniejszy.

[more]

Niemen był artystą niespokojnym i niepokornym. Po paru latach współpracy z Niebiesko-Czarnymi utworzył własną grupę Akwarele, z którą nagrał swoje trzy pierwsze duże płyty. Ale gnało go dalej i dalej.

To Wojciech Młynarski namówił Niemena do skomponowania muzyki do Norwidowskiego

Bema pamięci żałobnego rapsodu.

Impulsem zaś od strony brzmieniowej była dość ciekawa okoliczność. W 1967 roku przyjechał na Jazz Jamboree Georgie Fame. Zagrał i odleciał, ale o jeden dzień dłużej w Polsce zostały jego organy Hammonda. Anegdota głosi, że Niemena niemal siłą trzeba było od nich odrywać, by móc je wreszcie spakować i odesłać na lotnisko.

No i ten zespół!

Czesław „Mały” Bartkowski na bębnach, Zbigniew Namysłowski i Zbigniew Sztyc na saksofonach, Michał Urbaniak na saksie i flecie, Tomasz Jaśkiewicz na gitarze i Janusz Zieliński na basie i gitarze – to pierwszy skład typu all stars w polskim rocku. A że w większości tworzyli go jazzmani – efekt artystyczny był nieprawdopodobny. Wokalnie wspomagały lidera Alibabki i chór R. Miazgi, co pozwoliło zbliżyć się z jednej strony do soulu, a z drugiej – do monumentalnych chorałów gregoriańskich.

Pamiętam dzień, gdy mój brat, Grzegorz, przyniósł te płytę do domu. Był to co prawda egzemplarz zakupiony za pieniądze kolegi i nazajutrz mu przekazany, ale wkrótce płyta zagościła w naszym domu na stałe (ach, te niedobory kieszonkowego!). Już sama

okładka robiła piorunujące wrażenie

– albumowe wydanie, ciemne, mroczne zdjęcia długowłosego i brodatego artysty przy własnych już Hammondach, te płonące na nich świece – i wszystko w grubej, złotej ramie: absolutny odjazd!

A potem płyta z pietyzmem zostaje położona na talerz gramofonu i… Wtedy, na świeżo, tej świadomości raczej nie mogliśmy mieć, zbyt mało zachodniej muzyki docierało do Polski. Z perspektywy czasu widać jednak bardzo wyraźnie – tym albumem Czesław Niemen zameldował się w ścisłej światowej czołówce, o czym – niestety – mało kto zza żelaznej kurtyny wiedział. Powstała płyta fenomenalna,

arcydzieło.

Przez kilka kolejnych lat, w różnych składach (przede wszystkim z późniejszym SBB) artysta nagrał kilka jeszcze świetnych krążków, ale poziomu NE już nie osiągnął.

Wciąż nurtuje mnie pytanie, dlaczego odmówił współpracy ówczesnej wielkiej gwieździe łączącej klimaty czarnej i białej muzyki – Blood, Sweet & Tears. Podobno w obawie, że będzie musiał zrezygnować z własnych pomysłów. Inaczej postąpił czeski wirtuoz instrumentów klawiszowych, Jan Hammer, który pograł trochę z Mahavishnu Orchestra Johna McLaughlina, a potem podjął solową karierę. Ale to już tylko akademickie rozważania.

Niemen Enigmatic

to cztery utwory skomponowane do wierszy poetów polskich: Norwida, Asnyka, Kubiaka i Przerwy-Tetmajera. Mistrzowskie kompozycje, perły nad perłami, zagrane przez najlepszych muzyków, jakich sobie można było wyobrazić w rockowym składzie. Aż się wierzyć nie chce, że tak znakomitym albumem Niemenowi przybyło niewielu mniej nowych antagonistów niż entuzjastów. Artysta bezustannie drażnił ówczesną władzę, zaś tym krążkiem rozsierdził ortodoksów nabożnie pochylonych nad klasyką literatury polskiej.

Płyta ukazała się w 1970, lecz nagrywana była w październiku 1969 roku. Anglosaskie gitarowe granie notowało już pierwsze wielkie dzieła, jednak rock progresywny najlepsze miał dopiero przed sobą. Co prawda prężnie działał w tamtym czasie The Nice z Keithem Emersonem na klawiszach, ale Pink Floyd mieli za sobą dopiero dwa studyjne albumy. Filmowy More natomiast ukazał się w lipcu, zaś Ummagumma w listopadzie 1969. Fantastyczny debiut King Crimson, In The Court of The Crimson King, pojawił się w sprzedaży 10 października 1969 roku. A tu, nad Wisłą, Czesław Niemen – bez baterii syntezatorów – stworzył swoje opus magnum i zarazem najwspanialszą płytę w historii polskiej muzyki rockowej.

Dodaj komentarz