Nie wyobrażam sobie życia bez radia – ściślej, bez jego Programu Trzeciego.
Towarzyszy mi prawie przez cały dzień, czasem bardziej świadomie nadstawiam ucha, czasem tylko jako tło, ale i wtedy jest mi potrzebne. Trójki słucham od zawsze.

[more]
Sześćdziesiąt minut na godzinę (z Kolegą Kierownikiem, Młodą Lekarką i rycerzami trzema), Zapraszamy do Trójki (moje ulubione prowadzone przez Zembatego z Santorskim), Lista Przebojów (od pierwszych notowań), Codziennie powieść w wydaniu dźwiękowym, W tonacji Trójki, odważny politycznie Peryskop – to moja prywatna historia.
Przez ostatnie miesiące, aż do kwietniowego jubileuszu 50-lecia Trójki, słuchałam wspomnieniowych krótkich audycji, nieraz zaśmiewając się do łez (pierwsza audycja na żywo Kuby Strzyczkowskiego z błędnym podawaniem czasu czy opowieść Piotra Barona o meczu z Ukrainą, przegranym przez dziennikarzy dwucyfrowo), a czasem wzruszając (odejście Marka Niedźwieckiego do Radia Złote Przeboje porównywane z obowiązkową służbą wojskową).
Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy wspomnienia ukazały się drukiem, w okrojonej co prawda formie, ale zawsze. Można oczywiście być rozczarowanym – pewnych nazwisk związanych z tym radiem nie ma (czy to tylko ci, którzy odesłali autorów książki do diabła?), nie zawsze anegdoty są tak błyskotliwe jak opowiadane w eterze, a i notatki telefonisty niekoniecznie zasługują na opublikowanie.
Ale za to ocalono od zapomnienia opowieści o początkach programu, o tym, jak znani z anteny zaczynali swoją przygodę w Trójce (bo zawsze podkreślają, że to nie jest zwykła praca), jak powstawały audycje i kończyły swój żywot, jak zdobywano słuchacza (czasem wbrew niemu…), jest mnóstwo zdjęć (książkę wydano bardzo starannie, również od strony językowej).
Lektura na lato, utrzymana w dobrym tempie, nieuzurpująca sobie ambicji do bycia kompendium historycznym, adresowana do słuchaczy Trójki, ludzi, którzy chcą, by radio do nich mówiło dowcipnie i mądrze, by pozostało – w naszej pleniącej się cywilizacji obrazkowej – teatrem wyobraźni.
