Rock and roll circus za sto lat

rocknroll

Z całych minionych stuleci zostało mniej partytur niż płyt współcześnie nagranych i dostępnych w pierwszym z brzegu sklepie muzycznym. Czy Beatles, Doors albo Hendrix ważni są tylko – mimo kłopotów ze wzrokiem – dla mniej więcej dwóch pokoleń, czy też będzie się o nich pamiętać (jeśli biała rasa i kultura Zachodu przetrwają) także za kolejnych pięćdziesiąt czy sto lat?

[more]

*

Na marginesie przedostaniego wpisu chcę podzielić się nawiedzającą mnie regularnie refleksją – na temat arcydzielności domniemanej lub rzeczywistej, tego piania, tych ochów, także moich skromnych, nad jedną czy drugą płytą, a czasem wręcz całym dorobkiem jakiegoś wykonawcy.

Z całych minionych stuleci zostało mniej partytur niż płyt współcześnie nagranych i dostępnych w pierwszym z brzegu sklepie muzycznym. Możliwość utrwalania zapisu dźwięku to całkiem niedawny wynalazek, a uczynienie z wydawania płyt przemysłu na wielką skalę, wielkoprzemysłowej produkcji – ma jeszcze krótszą historię.

 

Czy te wiekopomne dzieła rockowe nie są takimi jedynie dla tych, którzy za sprawą przynależności pokoleniowej otarli bądź ocierają się o nie? Którzy się, jak to się ładnie mówi, na nich wychowali? Widzę wyraźnie, że to, co stanowi istotę rockowej sprawy dla mnie, dla moich synów wcale takim nie jest. Czy Beatles, Doors albo Hendrix ważni są tylko dla mniej więcej dwóch pokoleń, czy też będzie się o nich pamiętać (jeśli biała rasa i kultura Zachodu przetrwają) także za kolejnych pięćdziesiąt czy sto lat? Wiele obwołanych arcydziełami dzieł, na przykład literackich, po dłuższym lub krótszym czasie utraciło bezpowrotnie swe aureole.

Wielokrotnie miałem okazję się przekonać, że dla moich rówieśników, pierwszych roczników sześćdziesiątych, najważniejsze nazwy i nazwiska z tamtej dekady znaczą niewiele lub zgoła nic, że załapali się dopiero na muzykę lat 70. Jakie to wszystko ulotne, względne. A jednocześnie przecież – tak wielu dziś bardzo młodych muzyków pełnymi garściami czerpie z dorobku wykonawców aktywnych w latach 60. i 70.

No i do tego ta pewność, że czas z większością tej ukochanej nie tylko przeze mnie muzyki obejdzie się brutalnie i bez sentymentu. Bardzo jestem ciekaw, co z niej ocaleje, przetrwa, co stanie się jedynie przedmiotem badań maniaków – historyków rocka, a co z tych wielkości bezpowrotnie przykryje mgła czasu. I wreszcie – odbyłoby się to najpewniej ku naszemu zdumieniu – co niedocenianego dziś wywindowane zostanie przez przyszłe pokolenia na sam szczyt dokonań pop music drugiej połowy XX i początku XXI wieku?

[W NaTemat:2 lutego 2015]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s