Grzegorz Turnau w kolejnej drodze do Krakowa

gt_7

Skala talentu artysty zadziwia. Lata biegną, a jego umiejętność wymyślania fantastycznych piosenek wydaje się – niczym u McCartneya – bez granic. W ten sposób konsumujemy to ciastko – i ku swej radości wciąż możemy je mieć, a każdy kęs powoduje zachwyt nad szlachetnością nut i wykonania.

[more]

*

Muzyczny ród Miśkiewiczów stanowi łącznik między albumami, przy których w ostatnich dniach zatrzymałem się na dłużej. W trio Marcina Wasilewskiego na perkusji gra Michał Miśkiewicz, zaś jego siostra Dorota – nie pierwszy raz zresztą – pojawia się w nowych nagraniach Grzegorza Turnaua – kompozytora, aranżera i producenta całości, a także autora tekstu jednej z pieśni. 

Ale 7 widoków w drodze do Krakowa jest też, jak nigdy dotąd w takich rozmiarach, dziełem 

oboisty Mariusza Pędziałka. 

To on właśnie wraz ze swoją żoną odkrył  dziewiętnastowieczne dekoracyjne malowidła ścienne w czasie remontu jednej z krakowskich kamienic. Malowidła, które stały się inspiracją do powstania całego krążka. A na nim instrument Pędziałka, w kilku utworach wyeksponowany na tle orkiestry kameralnej, brzmi wyjątkowo.*

*

Jakieś dziesięć-dwanaście lat temu, kiedy moi synowie pobierali przez pewien czas lekcje muzyki – w rozmowie z ich młodym nauczycielem powiedziałem:- Z całego polskiego rocka najlepszy jest Grzegorz Turnau.

Pośmialiśmy się wtedy trochę, a dziś – słuchając nowej płyty Pana Grzegorza – mógłbym tylko to zdanie powtórzyć. Oczywiście, z rockiem GT ma niewiele wspólnego, co zupełnie nie przeszkadza wielu miłośnikom gitar elektrycznych wsłuchiwać się w jego kolejne propozycje. Zwłaszcza że ci o nieco bardziej zaawansowanych peselach począwszy od płyty Tutaj jestem wyraźnie mogą w jego twórczości dosłuchać się tropów z okolic tria Emerson, Lake & Palmer: uwodzicielsko głębokich wokali w stylu Grega Lake’a oraz harmonicznych i aranżacyjnych 

rozwiązań nieodległych od klasycznych,

a tymi chętnie posługiwał się w swych kompozycjach Keith Emerson.

Nowe utwory Turnaua znów mocniej budzą te skojarzenia, a to z racji zatrudnienia, obok stałego zespołu towarzyszącego liderowi, Śląskiej Orkiestry Kameralnej pod dyrekcją Michała Nesterowicza. Zrobiło się więc nobliwiej, wręcz filharmonicznie, chwilami pachnie Vivaldim i jego koncertami z obojem w roli głównej. Jednakże piosenki są krótkie lub bardzo krótkie – i ta czasowa kondensacja sprawia, że mniej chętnie nastawieni do takich dźwięków nie powinni czuć się osaczeni czy zmęczeni. Piękno w najczystszej postaci po prostu płynie ku nam w każdej sekundzie.

 

Skala talentu artysty zadziwia. Lata biegną, a jego umiejętność wymyślania fantastycznych piosenek wydaje się – niczym u McCartneya – bez granic. W ten sposób konsumujemy to ciastko – i ku swej radości wciąż możemy je mieć, a każdy kęs powoduje zachwyt nad szlachetnością nut i wykonania. Na nowej płycie 

jedziemy do Krakowa

i dojechać nie możemy, krążąc po Czernej, Tyńcu, Krzeszowicach czy Tenczynie. I w zasadzie gród Kraka tym razem możemy sobie darować, bo okolice, po których oprowadza nas Turnau, są niepospolitej zaiste urody.

Na koniec jeszcze jedno – wspominałem o tym już nieraz, ale powtórzę: krótkie płyty, zwłaszcza jeśli bardzo udane, mają tę dodatkową przewagę, że nie sposób się nimi nasycić. Czterdzieści sześć minut z 7 widokami upływa jak z bicza strzelił, głośniki milkną, a ja myślę sobie „To już, koniec?”. I natychmiast mam ochotę ponownie wcisnąć „play”.

(Grzegorz Turnau, 7 widoków w drodze do Krakowa, 2014)

_____

* Wszystko, co piękne pochodzi akurat z albumu To tu, to tam, za to  klip zgrabnie wpisuje się w klimat najnowszego dzieła.

[W NaTemat: 7 grudnia 2014]

Dodaj komentarz