Precz z uprzedzeniami, fobiami. Precz z myśleniem, że jesteśmy narodem gorszym od i lepszym niż. Chciałbym wierzyć, że pokolenia młodsze od mojego są i będą wolne od takiego sposobu myślenia o świecie i ludziach, ale historia uczy i dowodzi czegoś zupełnie innego. Jednocześnie chyba nie jest też tak, że konsumują dziś sztukę tylko pięknoduchy i ludzie naiwni. Tacy, którym, im starsi, tym mniej to przystoi.

[more]
A jednak, wychowany na „Czterech pancernych”, na „Stawce większej niż życie”, na utrwalonym od wieków
podziale na dobrych i złych,
nie umiem ukryć zdziwienia faktem, że w jednym czteroosobowym zespole spotykają się muzycy z Rumunii, Turcji, Holandii i Niemiec. Bardziej nawet niż tym, że wspólnie mogą zabrzmieć fortepian, lutnia, klarnet (wyjątkowo długi) i zestaw perkusyjny – bardzo nieoczywisty, kojarzący się nieco z instrumentarium stosowanym przez Zohara Fresco.
I właśnie dokonania tria Możdżer-Danielsson-Fresco, mam wrażenie, stanowią punkt odniesienia i inspirację dla kwartetu. Jazz, tak, z pewnością – tego jest w graniu Arify najwięcej.
Jazzu łagodnego,
delikatnego, tkanego z pięknych nut – ale bynajmniej nie słodkiego (to nie ma nic wspólnego z lukrowanym smooth jazzem).
Faktura muzyczna w porównaniu z trzema innymi koncertami festiwalu, które dane było mi obejrzeć, była bardziej skomplikowana. Niby, jak powiedział lider, znów inspiracje Orientem, rytmami wschodniej Europy i Ameryki Północnej, ale jeśli jest w tym folk, to „wysoko przetworzony”. Muzyka raczej do zadumania, skupienia, wsłuchania się, a nie bujania. Ramy utworów znacznie szersze – i formalnie, i czasowo.
To, co kiedyś dotknęło jazzu, potem rocka (rock symfoniczny), chyba najpełniej realizuje się dopiero teraz, w takim właśnie graniu.
Granic nie ma już żadnych
– poza wyobraźnią artystów i ich wyczuciem smaku. Dopóki mówimy o eksperymentach z doborem instrumentarium, o poruszaniu się w uświęconych tradycją utworach opartych na melodiach i harmoniach – nie sposób dowodzić wystawiania cierpliwości słuchaczy na szczególnie wielką próbę. Poza próbą wrażliwości.
Tych czterech młodych ludzi potrafi już bardzo wiele, a widać, jak wielką radością jest dla nich występ przed, zdaje się, większym niż zwykle audytorium. Piękny koncert.
Ileż wspaniałej muzyki powstaje w przeróżnych zakątkach świata. Kiedyś mieliśmy problem, by w dostatecznie dużej dawce obcować z jazzem czy rokendrolem tworzonym po obu stronach Atlantyku. Dziś jest o to nieporównanie łatwiej, za to pojawiają się zupełnie inne możliwości, dociera do nas
muzyka, o jakiej nam się nie śniło.
Raz po raz mamy okazję sprawdzić, jak rozciągliwa jest nasza – odbiorców – muzyczna wyobraźnia. I naiwnie zapytać: czy piękna na świecie może być za dużo? By z dziecięcą szczerością zaraz odpowiedzieć: ależ skąd, nie!
I jak potem, na przykład o równych godzinach, wysłuchiwać wiadomości z kraju (złego) i ze świata (jeszcze gorszego)?
Weather Report
W czwartek obiecuję gitary zdecydowanie elektryczne – van Halen.
