Ian Gillan wspominał, że gdy dowiedział się, iż supportem Deep Purple podczas trasy po Stanach ma być Lynyrd Skynyrd, był ciężko zdziwiony. Skąd ich wytrzasnęli, co to w ogóle za kapela?! Przestał się dziwić, gdy zobaczył wypełnioną po brzegi widownię, wiwatujący tłum, podczas gdy z głośników dobiegały stylowe, rokendrolowe dźwięki.

[more]
O LS mówiło się, że anarchiści, rebelianci. Śpiewali o Południu, które zawsze miało i ma kompleksy wobec bogatej Północy. Ciężko było ich okiełznać, zachowywali się jak grupa rozrabiaków w szkole. Zresztą sama nazwa zespołu wzięła się ze zniekształcenia nazwiska znienawidzonego nauczyciela. Nagrywanie płyt zespołu wymagało anielskiej cierpliwości. Bo ci faceci lubili grać, ale na żywo. Mozolna praca w studiu była ponad ich cierpliwość, ciągle ktoś znikał, spowalniając lub zatrzymując proces powstawania nowego materiału.
Jakby tego wszystkiego było mało, w 1977 roku w katastrofie samolotowej zginęli, nie dożywszy nawet trzydziestki, wokalista Ronnie van Zant i gitarzysta Steve Gaines. Zespół odrodził się dziesięć lat później, a frontmanem został Johnny van Zant, brat Ronniego (gdyby po śmierci Ryszarda Riedla wokalistą Dżemu został jego syn, Sebastian, podobieństw tyskiego zespołu do LS mielibyśmy jeszcze więcej).
Lynyrd Skynyrd wypracował własny, łatwo rozpoznawalny styl łączący bluesa, rocka i boogie, ma w dorobku wiele wspaniałych kawałków. Ten jednak, otwierający album Second Helping z 1974, jest ponad wszystkie inne. To jak Satisfaction w dorobku Stonesów albo You Really Got Me Kinksów.
Sweet home Alabama
where the skies are so blue
sweet home Alabama
Lord I’m coming home to you.
