Celebration Day – One’s More, One’s More Time

Miało być dzisiaj o pewnym panu. On oczywiście nie wie, że o nim napisałem, ale z pewnością nie pogniewałby się, gdyby usłyszał, że powodem zwłoki w opublikowaniu tekstu jest dzień szczególny, absolutnie wyjątkowy. Celebration Day. Zwłaszcza że 10 grudnia 2007 roku był jednym ze świadków natchnionego występu kwartetu (czy ktoś z Was domyśla się, o kim mowa?).

Nie potrafię przejść do milczącego porządku nad dniem wydania tego albumu, tak jak nie mogłem oprzeć się pokusie, by raz jeden w życiu nabyć album Led Zeppelin natychmiast po jego pojawieniu się w sprzedaży. Następnej takiej okazji może po prostu nie być.

[more]

Wrzesień 1990 (ze starych notatek)

Wczoraj po południu byli u nas Andrzejowie, pokazałem bratu nowe nabytki, z których najbardziej zwrócił jego uwagę Led Zeppelin IV.

Wszystko znane na pamięć, lecz przecież frajda z położenia krążka na talerz gramofonu wielka. Muzyka porywająca – i wzruszająca. Brzmiąca świeżo, klarownie i – budząca nostalgię. To już tyle lat…

Kolejny raz rozpływaliśmy się w zachwycie dla muzyki przełomu lat 60. i 70. Dla tego niepowtarzalnego sprzężenia zjawisk muzycznych, kulturowych i socjologicznych, dzięki któremu możliwe stało się stworzenie wartości w muzyce drugiej połowy XX wieku wyjątkowych.

Andrzej: „Teraz już tylko pozostaje powielanie starych wzorców bądź stworzenie czwartego wymiaru muzyki, który – być może – będzie całkowicie niestrawny dla naszych, wychowanych na rock’n’rollu, uszu”.

Cóż, tamte lata to był czas wielkich muzyków, którzy stworzyli wielką muzykę, wraz z upływem lat widać, jak bardzo żywotną i inspirującą. Zresztą, w przypadku LedZep mowa jest o gigantach rocka – jednej z najlepszych grup w ogóle, zaś zdaniem wielu, w tym i moim, absolutnie największej spośród grających cięższą odmianę tej muzyki, hard czy tam heavy, czy jak go zwał. Dziś widać, że i najbardziej inspirującej kolejne rzesze wykonawców.

A propos – kiedy zdarza mi się słuchać tego strashnego speedu i innych hellłejów metalnych, kiedy już brakuje mi oddeathu, wtedy myślę sobie: o LedZu, czemu oni się tak męczą?!

Listopad 2012

Lata lecą, a tu się nic nie zmienia. Tylko klasyka stała się jeszcze bardziej klasyczna. Słucham tej starej-nowej muzyki, odczuwając jedyne w swoim rodzaju wzruszenie. I te ciary na plecach, wciąż i wciąż.

Tak sobie myślę, że może nie byłoby to całkiem od rzeczy, a i Bóg przed rozmową ze mną się pewnie nie pogniewa, jeśli w urnie z moimi prochami znajdzie się miejsce na mp3, a z zawieszonych na tej urnie słuchawek doleci do uszu paru zgromadzonych łojenie LedZep. Może być z Celebration Day. Bez większego znaczenia, który konkretnie kawałek.


Dodaj komentarz