Słowo o produkcji

Kiedyś wszystko było bardziej przejrzyste. Wchodziłeś do studia, nagrywali cię. Albo umiałeś grać – co było potem słychać, albo nie – co też było słychać.

[more]

Słychać, jak Beatlesi z niemal klezmerów stają się niezłymi rzemieślnikami, co w połączeniu z geniuszem autorskim dało efekt absolutnie ponadczasowy. Słychać, jak Bruce, Clapton i Baker – czyli The Cream – napieprzają we trzech ledwie, tworząc taką ścianę dźwięku, że do dziś, gdy posłuchać zwłaszcza ich nagrań koncertowych, dech zapiera.

A obecnie możesz siedzieć w domu przed komputerem z jakimś oprogramowaniem i „tworzyć muzykę”. Nie mieć pojęcia o grze na fortepianie czy gitarze, a spreparować brzmienie całej orkiestry. Albo w studiu aż do skutku poprawiać wokale, riffy i solówki.

Tylko jak potem wyjść z tym do ludzi, jak zagrać to na koncercie? Termin produkcja zrobił oszałamiającą karierę. Sama produkcja też. Bardzo często dziś chciałoby się zawołać, że – niestety. 


Dodaj komentarz