Wyrwane z kontekstu (2): Iron Butterfly, In-A-Gadda-Da-Vida

1968 rok. Rockmani zachłystują się odkryciem, że ich ukochana muzyka nie ma żadnych granic. Może poza tą, że strona analogowego longplaya nie jest w stanie pomieścić więcej niż trochę ponad dwadzieścia minut. Dla nielicznych wybranych otwierają się olbrzymie, nieznane dotąd możliwości. Dla innych stanowi to śmiertelną pułapkę.

[more]

Żelazny Motyl, w co trudno uwierzyć, działa do dzisiaj (mam nieodparte skojarzenia z Uriah Heep). Wyliczanka kolejnych składów zajmuje sporą część artykułu o zespole w Wikipedii. Ale do historii przeszli za sprawą tego jednego, monumentalnego utworu.

Który na myśl przywodzi najpierw The Doors. Rozmiary dzieła przypominają The End oraz When The Music’s Over. Klawisze ewidentnie w stylu Raya Manzarka. Natomiast gitara jest już zdecydowanie hardrockowa, spod znaku Hendriksa, Claptona czy Page’a. Do tego, tak lubiane do dziś przez klasyków gatunku, eksplorowanie orientalnych rytmów.

Esencja tamtego grania. Ileż da się zbudować na jednym riffie. Ale jakim!