Wyrwane z kontekstu: Exodus, Ponury pejzaż

Grupa, wraz z Krzakiem, Kombi (cóż, nie da się ukryć tego faktu) oraz Kasą Chorych stanowiła pierwsze pokolenie nurtu określanego pod koniec lat 70. muzyką młodej generacji. Była jeśli nie jedynym (bo mówiło się nieco później jeszcze o Zjednoczonych Siłach Natury Mech czy Ogrodzie Wyobraźni), to najważniejszym przedstawicielem art rocka w tym gronie.

[more]

Byliśmy tak

spragnieni rockowej muzyki,

tak bardzo mający dość estradowej popeliny spod znaku Opola i Sopotu, że wybaczaliśmy wiele tym wykonawcom – niedostatki warsztatowe albo nie najwyższej jakości nagrania radiowe bądź płytowe, w czym ich winy akurat trudno się dopatrywać. Wybaczaliśmy wiele, ale im bardziej plaga mocnego grania rozlewała się po kraju, tym bardziej – nie wszystko.

Exodus powstał w 1976 roku, publicznie zagrał pierwszy raz rok później – i sami członkowie chyba właśnie datą 1977 posługiwali się wtedy jako początkiem, bo w 1982 roku obchodzili w Spodku pięciolecie, kończąc swym występem jeden z wielu ówczesnych spędów MMG. I to był jedyny raz, gdy widziałem kapelę na żywo. Miało to się zdarzyć już w 1977 roku, mieli otwierać tyski koncert holenderskiego Livin’ Blues, jednak ostatecznie zagrała wtedy na stadionie GKS-u Budka Suflera.

Płyta

The Most Beautiful Day,

wydana w 1980 roku, rozczarowywała. Zawierała całkiem nowy materiał, nieznany z wcześniej wydawanych singli, ale…

Właśnie, termin „epigoni” pasuje tu jak ulał. Ze świata importowano nam Marrilion czy kwartet o nazwie Asia, ale były to żałosne popłuczyny po najlepszych nagraniach symforockowych. Exodus, choć z bardzo solidnym warsztatem (wspomniany występ w Spodku zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie, pamiętam – aż się dziwiłem, że tak dobre), artystycznie był spóźniony o dobrych parę lat.

W sumie może dobrze się stało, że historia grupy niebawem została zakończona, bowiem drugi album – Supernova z 1982 roku – też, delikatnie mówiąc, nie rzucał na kolana.

W dodatku zabrakło na nim najpiękniejszej kompozycji w dorobku grupy –

Ponurego pejzażu.

Pamięć już zawodzi, ale czy nie chodziło tu o cenzurę? Ponury pejzaż to bardzo adekwatne określenie polskiej rzeczywistości A.D. 1982, czasu stanu wojennego przecież.

Dziś sobie myślę, że skoro typuję ten utwór na pozycję numer jeden w dorobku, wyrastający wyraźnie ponad wszystkie inne, to nie wystawiam tym samym Exodusowi najlepszej oceny. Cóż, niestety – po latach tak to właśnie wygląda. Czas bezlitośnie obchodzi się w tymi niezbyt świeżymi już w chwili powstawania pomysłami. W wywołanej do tablicy piosence – może właśnie dlatego, że piosence, o w sumie dość prostej fakturze, ale równocześnie pięknej, walcującej melodii – jest zdecydowanie lepiej. I słychać jakieś echa niedawno przeze mnie wspominanej Rendezvous 6.02 United Kingdom.