O kowbojach, co dosiedli gitar

bs_all

Wciąż zadziwia mnie to, że po paru dziesięcioleciach podobnego grania nadal pojawiają się wykonawcy potrafiący z rokendrola wydobyć tyle bezpretensjonalnej, niczym nieskrępowanej świeżości. Lynyrd Skynyrd wyrosła bardzo mocna konkurencja.

[more]

*

Czwarty album Blackberry Smoke natychmiast po wydaniu – 10 lutego 2015 – dostępny jest w polskich sklepach płytowych. Sam wszedłem w jego posiadanie za sprawą Pana Janusza, zaprzyjaźnionego sprzedawcy w katowickim S, który po paru odbytych rozmowach doskonale już wyczuwa moje klimaty. Wyjął ten krążek z przegródki i bez zbędnych przedmów zaproponował założenie słuchawek.

Lynyrd Skynyrd

wyrosła bardzo mocna konkurencja. W Polsce BS są, mimo kilkunastoletniej obecności na scenie, zupełnie nieznani, tymczasem ich najnowsze dzieło wspięło się na sam szczyt listy… country „Billboardu”, na siódme miejsce wśród albumów rockowych i dwudzieste dziewiąte na ogólnej liście, zaś w Wielkiej Brytanii osiągnęło, bagatela, siedemnastą lokatę.

Rokendrol jest prostą muzyką, zwłaszcza gdy – tak jak pięciu panów z Alabamy – muzycy posługują się sprawdzonym w tym gatunku instrumentarium i w swych kompozycjach płyną przez sam środek

southernowej rzeki.

A jednak trudno nie ulec urodzie tych piosenek – mamy do czynienia ze znakomitym brzmieniem, świetnym wokalem Charliego Starra i takimiż chórkami. Wciąż zadziwia mnie to, że po paru dziesięcioleciach  podobnego grania nadal pojawiają się wykonawcy potrafiący z tych nut wydobyć tyle bezpretensjonalnej, niczym nieskrępowanej świeżości.

bs_all_band

Utwory są krótkie, trwają niewiele ponad trzy minuty. Ulepione z doskonale znanych elementów, skrzą się mnóstwem fantastycznych zagrywek płynnie przechodzących jedna w drugą. Lśnią jedynym w swoim rodzaju, przynależnym południowym stanom USA połączeniem rokendrola, bluesa i całkiem sporej dawki country. Za ostatnim z wymienionych gatunków nigdy nie przepadałem i nie przepadam, ale gdy w te rewiry zapędzają się swingujący wymiatacze, można tylko kołysać się radośnie – jak na przykład w Too High czy Lay It All On Me.

Całość zaczyna się jednak 

ostro, mocno i stylowo

– już po paru sekundach wiemy, gdzie jesteśmy. Ci, którzy kochają Dżem czy wspomniany już Lynyrd Skynyrd, będą szczególnie usatysfakcjonowani. Kawałek akurat najbardziej kojarzy mi się z wczesnym – i najlepszym – Black Crowes, ale ta nazwa tylko uzupełnia dobrze znane tropy.

Potem mamy pieśń tytułową. Kowboje w XXI wieku stali się subtelniejsi, przynajmniej niektórzy, i z większą troską niż nad domowym inwentarzem pochylają się nad różami. Jest brawurowo, zastosowanych riffów i motywów wielu innym wykonawcom starczyłoby na trzy, cztery kawałki, BS serwują trwającą zaledwie trzy minuty i piętnaście sekund ognistą syntezę southern rocka.

Czwarty zaś w kolejności numer, o jednoznacznym tytule 

Rock And Roll Again

zdecydowanie przypomina patenty Status Quo. Z tą zasadniczą różnicą, że jest, lekko licząc, dziesięć razy lepszy. Tych bluesowych fundamentów, na których zasadzone jest granie Blackberry Smoke, nie da się wyuczyć, z nimi trzeba się urodzić.

I tak jest już do końca. Raz szybciej, raz wolniej, raz mocniej, raz liryczniej, bardziej rockowo (częściej) lub nieco country’owo. Przebojowo i jednocześnie mięsiście. Słychać w każdej sekundzie, że ci panowie mają taką muzykę we krwi. A na dodatek produkcją ich najnowszego dzieła zajął się Brendan O’Brien. Ten sam, który ma na sumieniu między innymi albumy Pearl Jam, Soundgarden, AC/DC, Bruce’a Springsteena, Boba Dylana, Neila Younga, Red Hot Chili Peppers, Aerosmith, Rage Against The Machine czy The Black Crowes. Efekt finalny jest tak smakowity, że nieznaną sobie wcześniej kapelę natychmiast umieściłem wśród ulubionych.

(Blackberry Smoke, Holding All The Roses, 2015)

[W NaTemat: 1 marca 2015]