Kobiety w polskim rocku – to wciąż miłość niespełniona. Jest co prawda Nosowska, ale brakuje rasowego babskiego głosu w „męskim” repertuarze. Przed laty miałem nadzieję, że ten warunek spełni Ewelina Flinta, ale już zawartość jej pierwszej płyty, delikatnie mówiąc, rozczarowała. Zniknęła Bartosiewicz, a bohaterka niniejszego tekstu od dawna porusza się w klimatach, które mnie nieszczególnie interesują.

[more]
Ale nie znaczy to, że należy zapomnieć o dwudziestoletniej (a potem trochę starszej) dziewczynie o zbuntowanych oczach. Tej, która mimo niedostatków warsztatowych, wydawało się, że stanie się jedną z tych pań, co ruszą z posad męską bryłę polskiego rocka. Stało się inaczej, a w tamtym czasie – latach 90. – razem z nią przepadło, i to niemal zupełnie, kilka innych świetnych głosów (o nich niebawem).
Dwa wymienione wyżej utwory pochodzą z trzeciej płyty Kowalskiej, Czekając na… z 1996 roku. Aż dwa, bo umieszczone są obok siebie – i okazały się łabędzim śpiewem, jeśli chodzi o porządne łojenie w dorobku piosenkarki. W pierwszym dokładają do pieca Piotr Nalepa i Jarosław Chilkiewicz, w drugim Sławomir Piwowar i Maciej Gładysz. A obok nich grają m.in. Wojciech Pilichowski, Kostek Yoriadis oraz Wojciech Kowalewski. Ech, łza się w oku kręci…

















