Nowe sytuacje: Ocean of Noise

Ocean of Noise to twór wymyślony w 2007 roku przez Rafała Konopkę. Nazwa zespołu wzięła się od tytułu utworu Arcade Fire. To w pewnym sensie projekt rodzinny – Rafał odpowiada za stronę muzyczną, a jego żona – graficzną całości.

[more]

Dwa lata później miał miejsce

debiut fonograficzny

– utwór Noises From The Well ukazał się na składance portalu We Are From Poland, razem z propozycjami Dagadany, Kamp! czy Lollypops.

W 2011 roku Konopka otrzymał stypendium prezydenta Białegostoku dla młodych twórców z przeznaczeniem na wydanie płyty. Tak zaczął się czas pracy nad materiałem muzycznym oraz pozyskaniem muzyków, z którymi miałby zostać nagrany.

Krążek miał swoją premierę 2 sierpnia bieżącego roku

na OFF Festivalu.

Stało się to dzięki Wytwórni Światowej, z przedstawicielami której Konopka poznał się rok wcześniej i zostawił im płytkę demo.

– Następnego dnia rano dostałem od nich esemesa: „Zajebiste, chcemy to wydać” – opowiada lider.

Do nagrania płyty udało mu się pozyskać ciekawych ludzi. Powstawała w białostockim Hertz Studio pod okiem Sławomira i Wojciecha Wiesławskich, którzy wcześniej nagrywali m.in. Behemotha czy Vadera. Śpiewają Magdalena Noweta (Break Horses i Oh Ohio), Marta Trusewicz oraz największa gwiazda w tym zestawie,

wokalista Much – Michał Wiraszko:

– Kiedy Rafał podszedł do nas dwa lata temu z tą płytą, potraktowałem to jako jedną z wielu płyt – bo tak się zdarza, że ludzie do nas podchodzą i najczęściej, niestety – mówię to z bólem i bez żadnej satysfakcji – są to bardzo przeciętne rzeczy. Pomyślałem, że tutaj będzie to samo. Po miesiącu Rafał się odezwał, a ja – zgodnie z prawdą – odparłem, że zgubiłem tę płytę. Powiedział, że nie ma sprawy, i podesłał mi linki do tych kawałków. Posłuchałem i pomyślałem: ”O kurde, ten chłopak naprawdę słyszy i wie, o co chodzi!”. No i czekamy, co się wydarzy z tą płytą. Chciałbym, aby jak najwięcej, obiecałem Rafałowi pomoc i tej obietnicy dotrzymam.

– Czuję satysfakcję,

że udało mi się to wszystko – mówi pomysłodawca. – Wymagało to dużego wysiłku, ale jestem zadowolony, że tak wyszło. Do kogo adresuję tę muzykę? Do wszystkich. Do wszystkich – każdy ma prawo tego słuchać – śmieje się Konopka.

Mimo że wymyślił sobie coś, co stanowi dodatkową trudność – zamiast stałego składu, wspólnego dla nagrań i koncertów, udział gości. A ci, co oczywiste, nie zawsze mają czas. A jednak Rafał Konopka dziś, w kilka tygodni po wydaniu płyty, z nadzieją spogląda przed siebie. Mówi, że płyta sprzedaje się całkiem dobrze, zbiera pochlebne recenzje. Na moje pytanie o plany na bliższą i dalszą przyszłość odpowiada, że chce grać koncerty. A następna płyta? Na razie jeszcze za wcześnie o tym mówić, ale chciałby, aby – podobnie jak debiut – powstała z udziałem zaproszonych muzyków. Wierzy, że za drugim razem będzie już łatwiej.

Oby. Te dźwięki nie pozostawiają mnie obojętnym. I jestem przekonany, że takich jak ja może być znacznie więcej.

Nowe sytuacje – Nils Project

Nils Project to pomysł dwóch młodych ludzi – Polaka Tomasza Kośmińskiego oraz Francuza Nicolasa Duponta. Mają za sobą nagranie debiutanckiego albumu Voyageur (wydanego w styczniu 2012), przy którym towarzyszyli im muzycy różnych narodowości i wywodzący się z odmiennych kultur – Francji, Polski, Kamerunu i Gwadelupy. Wszyscy wnieśli jakieś swoje inspiracje, swoje spojrzenie na muzykę, harmonie i rytm, tworząc jednocześnie prosty i niecodzienny pejzaż muzyczny.

[more]

Na płytę składa się jedenaście utworów śpiewanych po angielsku, francusku i polsku. W jej nagraniu gościnnie wzięli udział m.in. Magda Steczkowska, Jarosław Zawadzki, Tomasz Nowak i Dominik Bukowski.

Zespół występuje na żywo, dając w składach trzy- lub czteroosobowych kameralne koncerty w małych salach, ale też rozrastając się do nawet dziewięcioosobowej orkiestry w większych. Bezustannie balansuje między graniem akustycznym, reggae, muzyką funk, world music i jazzem, cały czas pozostając jednak w konwencji pop. Nils Project występowali w znanych paryskich klubach, takich jak Le Baiser Salé, La Java czy L’Etage. Natomiast najbliższy koncert w Polsce planowany jest na 15 czerwca w Kwidzynie.

Stały skład grupy tworzą obecnie: Nicolas Dupont – śpiew, Tomasz Kośmiński – gitara akustyczna, Wesley Barbé – perkusja, Rémi Liffran – bas i Florent Duval – klawisze.

*

Wszystkie powyższe informacje zaczerpnąłem z korespondencji mejlowej, jaką otrzymałem od Pani Marty Rzepki, menedżerki zespołu. Warto czasem, choćby tylko na chwilę, oderwać się od rokendrola. W muzyce dzieje się dziś tak wiele, że – z jednej strony – nie sposób to jedną głową ogarnąć, a – z drugiej – żal tak całkiem nie nadstawić ucha, zamykając się w świecie mocno brzmiących gitar i perkusji.

*

I ponawiam zaproszenie. Pierwsi w cyklu „Nowe sytuacje” byli Tape Reels, dziś Nils Project. Kto następny? Jestem otwarty na kolejne propozycje.

Weather Report

Jutro koncert Erika Claptona w Łodzi. Mamy nadzieję – w czteroosobowym składzie – dojechać, zobaczyć oraz posłuchać, no i wrócić. Dla mnie to pora, by wymazać złe wspomnienia z 1979 roku i odwołanego występu w Spodku. Ufam, że do niedzielnego popołudnia dam radę coś wysmażyć.

Nowe sytuacje – Tape Reels

Ufam, że nie cierpię na przerośnięte ego. Gdzie Blog and rollowi do Piotra Kaczkowskiego i jego serii Minimax.pl, gdzie do świetnych trójkowych audycji dla debiutantów Piotra Bukartyka (szkoda, że „spadły” z anteny). Mam świadomość, że podpisanie listy obecności na tym blogu niczego nie załatwi i nie ułatwi. To takie oświadczenie woli – obu stron – że się zgadzamy, by się w tym miejscu pojawić. Zapraszam ewentualnych chętnych. A dziś, na naprawdę dobry, gitarowy początek – Tape Reels z Tarnowskich Gór, zaś następnym razem Nils Project.

[more]

O TR pierwszy raz usłyszałem we wrześniu ubiegłego roku. Jakiś miesiąc temu napisałem do chłopaków, ruszyła wymiana mejli. Poprosiłem ich o parę zdań o sobie i ostatnio od Iwo Nowaka, basisty zespołu, otrzymałem taki list:

„Tape Reels – trio bardzo spontaniczne.

Spotkaliśmy się właściwie przypadkiem, więc zaskoczeniem dla nas samych była przyjemność wspólnego grania. Siedzieliśmy w podobnej muzyce i jak się okazało, każdy z nas poszukiwał w niej podobnych emocji, stąd wspólna chęć ich wyrażenia – na początku był to korzenny rock z bluesem, sięganie do ich źródeł, energia, żywiołowość i niezależność. Ale także rozwój.

Stąd później przyszło uczucie, że coś się zmienia – może zaczęliśmy się bardziej rozumieć, może dojrzeliśmy, ale może też stawaliśmy się coraz bardziej otwarci i śmiali. Trzeba iść do przodu i zaskakiwać, wytworzyć nową jakość, dlatego teraz poszerzamy paletę dźwięków, czerpiąc z przeróżnych źródeł, syntezując i eksperymentując w obrębie znanych nam obszarów (a każdy z nas w różne strony zerka).

Brud i czysta uroda, wspomnienia i palenie mostów.

Co prawda dużo już zostało na świecie zagrane, więc nigdy nie unikniemy jakichś porównań czy zbieżności z innymi artystami. Ale wierzymy, że da się odświeżyć stylistykę rockową, nawet romansując z muzyką retro – każdy istniejący element można przecież wykorzystać w inny sposób, może nawet stwarzając coś na modłę naszych czasów. Dlatego dzisiaj trudno nam powiedzieć, co z tego wyjdzie, nie wiemy, co zagramy za rok, za dwa. Lecz chcielibyśmy, żeby było to coś szczerego, coś, co ludzie będą mogli sami odkryć. I może w końcu pokiwają głową i powiedzą: To jest dobre. Czyli tak samo, jak myślimy my”.

Tape Reels powstał pod koniec 2010 roku w składzie: Bartek Pokrywka – gitara, wokal, Adam Budziński – perkusja, Iwo Nowak – gitara basowa. W 2012 zespół nagrał w studiu MaQ Records swoją

pierwszą EPkę.

Jeszcze raz oddajmy mu głos: „Dwa dni, cztery utwory – to wystarczyło, aby zatrzymać w nagraniach całą energię, która towarzyszyła zespołowi podczas pracy w studiu”.

Dotychczasowe osiągnięcia kapeli to przede wszystkim pierwsze miejsce w konkursie młodych zespołów „Gazety Co Jest Grane na Europejskie Targi Muzyczne 2012” i występ w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie oraz nieco wcześniejsze zwycięstwo w przeglądzie ParkRock w Tarnowskich Górach. Ponadto gitarzysta jest kilkakrotnym laureatem, w tym na solo gitarowe, katowicko-chorzowskiego Festiwalu Gitary Elektrycznej.

Tyle o grupie. Od siebie dodam tylko, że jej muzyka bardzo przypadła mi do gustu. Osadzona jest w klimatach przełomu lat 60. i 70., a te kocham szczególnie. Starzy mistrzowie odchodzą, ale ich granie wciąż inspiruje. Proponuję nadstawić ucha.

P.S. Te utwory jeszcze lepiej brzmią na portalu Reverbnation. Czyściej, z szerszym pasmem, więcej tam wysokich tonów.

Weather Report

We wtorek, jeśli nic złego się nie wydarzy, ”Wyrwane z kontekstu” i Thin Lizzy.