Józefa Skrzeka kęsy najlepsze

150_lat_katowic

Zawartość Skrzeka w Skrzeku wynosi sto procent. Jako wielki fan SBB wciąż wołać będę o większą zawartość SBB w Skrzeku.

[more]

*

Dwie godziny i czterdzieści pięć minut trwał koncert Józefa Skrzeka zatytułowany „Puls Ziemi”. Scena zaprojektowania przez Tomasza Koniora ze scenografią Matyldy Sałajewskiej stanęła w sercu Katowic, pomiędzy rynkiem, Teatrem Śląskim i Skarbkiem. Wymyślona została w ten sposób, by słuchacze mogli stanąć pod nią z każdej z czterech stron i w ten sposób uczestniczyć w koncercie.

Wśród wykonawców pojawili się

przyjaciele

artysty: Misza Ogorodow, Paul Lawler, Natalia Sikora, córka Elżbieta Skrzek, ojciec chrzestny muzyki elektronicznej Manuel Göttschnig (m.in. Ash Ra Tempel), Mirosław Muzykant i SBB, czyli – poza liderem – Apostolis Anthimos i Jerzy Piotrowski. I to dla tej trzyosobowej formacji wybrałem się we wtorkowy, chłodny wieczór na ten występ, będący jeszcze jednym elementem obchodów stupięćdziesięciolecia Katowic.

I nie żałuję, zdecydowanie nie. Oryginalny znów od pewnego czasu skład tria to był wielki magnes prowokujący do wyjścia z domu. Drugim jest niegasnąca ochota, by posłuchać gry Lakisa, trzecim i wcale nie najmniej istotnym zaś fakt, iż – upierałem się przy tym zawsze i upierać będę nadal – nieokiełznanym wyobraźniom takich osobowości jak Pan Józef dobrze robi wejście w określone ramy – w tym przypadku jednej z najważniejszych grup w historii polskiego rocka. I, co istotne, wciąż jednej z najlepiej brzmiących. Ale cóż tu się dziwić, skoro mowa o trzech wybitnych instrumentalistach?

Utworów zagrali raptem kilka, bo 

set SBB

nie miał wymiaru pełnego koncertu, a ich numery, o czym doskonale wiedzą miłośnicy zespołu, do najkrótszych nie należą. Buty i tym razem wbiły mi się głęboko w chodnik przy Rainbow Man. Już przy okazji wcześniejszych koncertów zachwycałem się funkującym, potężnym i porywającym wykonaniem tej pieśni, z liderem znakomicie dysponowanym wokalnie i grającym na basie.

To, co wyczynia na sześciu strunach Lakis, jest czymś zdecydowanie więcej niż mistrzostwem Polski. Zastanawiałem się, w czym tkwi jego fenomen, co stanowi o najwyższym kunszcie. Oczywiście, niewiarygodna technika, rockowe środki wyrazu przy jazzowym momentami podejściu do instrumentu. U Anthimosa nie ma ani skłonności do powłóczystych, lirycznych i wyciskających łzy dźwięków w stylu Davida Gilmoura, ani kaskad szybkobiegaczy, najbliżej mu z pewnością do potężnych, bluesowych solówek w stylu wczesnego Claptona czy Hendriksa, z tej tradycji przecież wyrósł. Jego gra sytuuje się gdzieś pomiędzy tym wszystkim, wiek muzyka powoduje też pewnie, że nie odczuwa on już potrzeby bezustannego wpadania w euforyczny trans przy błyskawicznym przebieraniu palcami – i tymi środkami wywoływania poklasku u słuchaczy.

Lakis

jest krok dalej. I dziś, po wielu latach trawienia wszelakiego rockowego grania, uświadamiam sobie, że umieściłbym go w szpicy zestawienia ukochanych gitarzystów. Kiedyś „dopominałem się” o mój absolutny Number One w twórczości grupy – Walking Around The Stormy Bay – w wersji nie na dwie perkusje i klawisze, lecz z gitarą. Dostałem to wreszcie. Teraz dodam, że przydałby się jeszcze bas. Nie wiem, czy zamiast klawiszy (to ryzykowne w tym kawałku), ale kto wie – może? Doskonała kompozycja w wersji płytowej na żywo ustępuje nieco pola nokautującemu Rainbow Man.

Memento z banalnym tryptykiem, pięknie rozwijające się aż do porywającej solówki gitary w końcowym fragmencie, to także mocny punkt programu. Dane nam było także usłyszeć nowy utwór Odwieczni wojownicy, obecny niedawno na Trójkowej liście przebojów i zapowiadający nową płytę, a tuż przed finałem całego koncertu – popis na trzy zestawy perkusyjne: Piotrowskiego (ach, jak miło jest zobaczyć go w macierzystej formacji!), Lakisa i Muzykanta.

Zawartość Skrzeka w Skrzeku

wynosi sto procent. Jako wielki fan SBB wciąż wołać będę o większą zawartość SBB w Skrzeku. Bo to są, parafrazując słowa pochodzące z drugiej płyty zespołu, Mistrza Józefa kęsy najlepsze.

[W NaTemat: 1 października 2015]

Dodaj komentarz