Pigułki retro na półce z nowościami

blues_pills

Z głośników dobiega to, czym długodystansowi już dziś odbiorcy elektrycznego hałasu zostali zarażeni po ukłuciu skażoną igłą gramofonu w latach 60. i 70. Jeśli młodzi ludzie grają obecnie w ten sposób, najwyraźniej musieli dać się zaszczepić tymi nutami przechowywanymi nie tyle w lodówkach laboratoriów, co na półkach z płytami – także analogowymi – w niejednym domu.

[more]

*

Mówienie o rocku w wydaniu określonej nacji jest dziś bardzo ryzykowne. Świat zmalał i w coraz większym stopniu dotyczy to także muzyki rockowej. Młodzi ludzie, inaczej niż roczniki wychowane w podzielonym świecie, mają za nic granice oraz to, co kto ma wpisane do paszportu. Grają, tak jak to od dawna dzieje się w jazzie,

wszyscy ze wszystkimi.

Daleko patrzeć nie trzeba: jeśli przed laty formacja taka jak Porter Band była czymś wyjątkowym, to międzynarodowy skład très. b (nb. – czy jeszcze zagrają razem?) albo Neo Retros już nie zaskakuje.

Nie ma więc nic szczególnie dziwnego w tym, że w 2011 roku w Stanach dwaj Amerykanie – przyrodni bracia, Zack Anderson (b) i Cory Perry (dr) – spotykają śpiewającą Szwedkę, Elin Larsson, i w garażu nagrywają dwa utwory, które wrzucają do Youtube’a. Z tego niebawem rodzi się pierwsza EPka Blues Pills – formacji, której nazwa zostaje zaczerpnięta z… bloga traktującego o muzyce lat 60. i 70.

Trafiają do Europy. W czasie trasy po Francji spotykają szesnastoletniego gitarzystę, Doriana Sorriaux, zapraszają go do szwedzkiego Örebro i po wspólnych próbach postanawiają, że zespól rozrośnie się do kwartetu. W dalszym ciągu intensywnie się udzielają, nagrywają kolejną EPkę i – w 2013 – nawiązują kontakt z niemiecką wytwórnią

Nuclear Blast.

Mejlowanie, jak wiadomo, niewiele jeszcze oznacza, więc muzycy niczego szczególnego sobie nie obiecują. Tymczasem szybko dochodzi do podpisania kontraktu i pierwszych nagrań, które zostają opublikowane na EPce Devil Man.

O piosenkach sporo i dobrze pisze prasa i w październiku grupa pojawia się w Bonn w tamtejszej edycji Crossroads Festival. Bardzo udany występ rejestruje jedna ze stacji telewizyjnych, a w marcu 2014 wychodzi EP Live At Rockpalast z czterema utworami z tego koncertu. Efektem dobrego odbioru na Crossroads jest też trasa po Europie w charakterze supportu Orchid i Scorpion Child oraz tournee po Australii wspólnie z Kadavarem.

25 lipca bieżącego roku ukazuje się wreszcie

debiutancki album

Blues Pills, od razu meldując się w dziesiątce najpopularniejszych krążków w Niemczech i Szwajcarii. Zespół tymczasem jest ciągle w trasie, gra na rozlicznych festiwalach i ma zaplanowane kolejne koncerty jesienią.

*

Pora wreszcie napisać, jaką muzykę grają BP. Cóż, jest ona kolejnym dowodem na to, że w rocku jest dziś możliwe wszystko. Jeśli tylko patrząc na okładkę albumu, mamy ściśle określone skojarzenia, to bynajmniej nie są one fałszywym tropem. Na zdjęciu wewnątrz książeczki widać band w strojach i fryzurach żywcem wyjętych z najlepszych lat rocka. Z głośników natomiast dobiega to, czym długodystansowi już dziś odbiorcy elektrycznego hałasu zostali zarażeni po ukłuciu

skażoną igłą gramofonu

w latach 60. i 70. Jeśli młodzi, bardzo młodzi ludzie grają obecnie w ten sposób, najwyraźniej musieli dać się zaszczepić tymi nutami przechowywanymi nie tyle w lodówkach laboratoriów, co na półkach z płytami – także analogowymi – w niejednym domu. Czy podejście do starej muzyki w proporcjach jeden do jednego może irytować? Wykluczyć takiej ewentualności się nie da, lecz we mnie budzi to roztkliwiające, niemal ojcowskie i pełne miłości uczucia.

Elin Larsson wśród swoich mistrzów wymienia Free, Fleetwood Mac i Grand Funk Railroad, a spośród wokalistek – Janis Joplin i Arethę Franklin. W ten sposób styl zespołu definiuje jako bluesrock z pełnym soulu wokalem. Ja sam, ledwie usłyszałem pierwsze dźwięki, od razu pomyślałem o Babe Ruth i Janicie Haan, bo są to klimaty i barwa głosu bardzo nieodległe. Lecz przecież nie chodzi o spieranie się, do czego tej muzyce bliżej, a do czego trochę dalej. Głowa i uszy odbywają

podróż w czasie,

cofamy się o jakieś czterdzieści-czterdzieści pięć lat. Ci, co odwiedzają w miarę regularnie tego bloga, wiedzą, że to okres w rocku, który upodobałem sobie szczególnie. Ten, w którym wszystko było pierwsze, mocne i bezkompromisowe, w którym penetrowano ziemie i przestrzenie wcześniej nieznane. Kwartet szwedzko-amerykańsko-francuski po paru dziesięcioleciach robi dokładnie to samo, z młodzieńczą brawurą i brakiem jakichkolwiek kompleksów przedziera się przez zarośnięte ścieżki.

Zarośnięte, ale coraz chętniej w ostatnich latach przedeptywane, bo młodziaków zapuszczających się w rejony rockowych przodków nie brakuje (i kolejnym takim poświęcę też jeden z najbliższych tekstów). Jeśli jednak robione jest to z klasą, z dużą znajomością „literatury przedmiotu”, z pasją i talentem, wypada się tylko cieszyć. A o tym, że nie jestem jedynym zgredem, któremu facjata śmieje przy takich brzmieniach, przekonałem się, googlując nazwę Blues Pills i szukając tych, co przede mną natrafili na tę kapelę. Cóż, w kupie zawsze raźniej.

Podkręćcie potencjometry, bo naprawdę warto.

[W NaTemat: 24 sierpnia 2014]

Dodaj komentarz