Niemieckie przełamanie

Piłko, kochanko ty moja, już jutro mnie opuścisz. A jeśli wrócisz, to najwcześniej za dwa lata podczas Euro…

[more]

Pierwszy raz w historii futbolu jest tak, iż finały MŚ rozgrywane są dwukrotnie z rzędu poza Starym Kontynentem. Po imprezach z dawnych już czasów – w Szwajcarii w 1954 i Szwecji w 1958 – aż do 2010 roku trwał 

przekładaniec.

Tę niepisaną umowę naruszyła dopiero decyzja o przyznaniu organizacji tegorocznej imprezy Brazylii. Powrót do Ameryki Południowej dokonał się zresztą po rekordowo długiej przerwie: trzydzieści sześć lat mija od finałów w Argentynie.

W 1958 roku, jedyny raz w historii, reprezentacja kraju południowowamerykańskiego zwyciężyła w Europie, była to Brazylia. Kraje europejskie sięgały po tytuł tylko w Europie – aż do poprzednich mistrzostw w RPA, gdzie triumfowali Hiszpanie. Teraz czas na kolejne przełamanie: 

pierwsze zwycięstwo Europy w Ameryce Południowej.

Argentyna ma na koncie cztery finały i dwa triumfy. Na jutrzejszy finał czekała aż dwadzieścia cztery lata. Niemcy to rekordziści, jeśli chodzi o ilość awansów do decydującej rozgrywki – uczynili to już po raz ósmy. Obie reprezentacje stoczą ze sobą trzeci bój o najwyższe trofeum, dotąd jest remis.

I rozum podpowiada mi, że wygrają Niemcy.  Zdobędą swój czwarty tytuł w historii, a pierwszy po zjednoczeniu kraju. Tym samym zrównają się pod względem triumfów z Włochami. W przeciwnym razie – Argentyna dogoni naszych zachodnich sąsiadów.

To nie będzie powtórka z pierwszego półfinału. Argentyńczycy grają mało efektownie, ale – cokolwiek mówić – skutecznie. Lecz jeśli niemiecki walec potoczy się tylko trochę wolniej niż w meczu z Brazylią – nie będą mieli za wiele do powiedzenia. I jeśli na koniec tej imprezy 

ma zatriumfować piłka,

a nie kunktatorstwo, tak właśnie powinno się stać.

Natomiast dzisiaj byłby numer, gdyby Holendrzy – wszem i wobec obwieszczający, że mecz o trzecie miejsce jest bez sensu i że im nie zależy – ograli gospodarzy, którym zależy bardzo. Aby choć odrobinę zrehabilitować się za klęskę w półfinale. Aby przynajmniej otrzeć te największe łzy. Brazylia chce, ale czy potrafi? Moje futbolowe serce jest z Holandią, ale wyobraźnia podpowiada złe obrazy: do czego mogą być zdolni rozgoryczeni i rozwścieczeni kolejną porażką kibice canarinhos…

[W NaTemat: 12 lipca 2014]

Dodaj komentarz