Czarownica na niemieckiej miotle

rattles

Rokendrol z Niemiec? Czy to aby nie oksymoron? Pomińmy może mistrzów enerdowskiej gitary, takich jak Die Puhdys (czy wiecie, że oni ciągle działają i nagrywają regularnie płyty?) albo WIR. Scorpions? Hm, precyzja wykonania – solidny Volkswagen Golf, middle class. Zdarza się, że świetnie wchodzący w zakręt i jeszcze lepiej z niego wychodzący, ale to chyba tyle.

[more]

Rammstein – rzuci ktoś. Oczywiście – równe, odmierzane niemieckim rozrusznikiem serca uderzenia. Tyle że ten zespół bardziej niż z rokendrolem kojarzy mi się  z pancerfaustem, co to wali przed siebie, kultywując jakże szlachetną tradycję pruskiego ordnungu. Albo z finezją baśni braci Grimm, za sprawą których dzieciom przed snem opowiada się o spaleniu żywcem w piecu. Co prawda czarownicy, ale o niej właśnie chciałem. 

 

Do dziś plącząca się tam i ówdzie oraz grająca w nie wiadomo którym kolejnym składzie grupa The Rattles zaczynała na początku lat 60. w Hamburgu, podążając tropami Beatles. The Witch nagrali najpierw w 1968 roku, a dwa lata później powtórzyli, tym razem z damskim wokalem Edny Bejarano. To był pierwszy niemiecki kawałek, który dostał się do „Hot 100” Billboardu i dziesiątki najlepszych singli w Wielkiej Brytanii. I jedyny tak naprawdę wielki hicior kapeli. Świetny numer – oj, nasłuchali się panowie Hendriksa i Claptona, no i Beatlesów (ach, te smyki!).

W połowie lat 70. Polskie Nagrania wydały składankę nagrań grupy.

{W NaTemat: 20 marca 2014]

Dodaj komentarz