
Bunt przemija. Bunt potrafi też sklasycznieć, choć oczywiście nie każdy. Młodzi muzycy, odwiecznym prawem młodości, próbują rozwalić, a przynajmniej naruszyć dotychczasowy porządek, ustalony podział ról. Udaje się, przepraszam za truizm, tylko nielicznym.
[more]
Lewicowe poglądy, o czym my tu w Polsce dobrze wiemy, łatwiej mieć na Zachodzie niż w warunkach stosowanej ekonomii politycznej socjalizmu. Ale nie o tym będzie ten tekst, mimo iż w przypadku Rage Against The Machine i wokalisty zespołu
Zacka de la Rochy
wyśpiewywane, a raczej wykrzykiwane słowa, podobnie jak inne działania okołomuzyczne, mają niebagatelne znaczenie.
Za rapem, delikatnie mówiąc, nie przepadam, bo to estetyka dość odległa od muzyki z jej odwiecznymi podstawami w postaci harmonii i melodii. Odległa od bluesa i swingu – jeśli kołysze, to w sposób, który jest mi niestety niedostępny. Ale, ale…
Za wrzeszczącym frontmanem stoi trzech muzyków, dla których rokendrolowa tradycja to chleb powszedni. Panowie po rostaniu z wokalistą kolaborują z całkiem mainstreamowym Chrisem Cornellem, w tamtym momencie byłym wokalistą Soundgarden, jako Audioslave (2001-07), w którym to składzie rejestrują trzy albumy. Bębniarz Brad Wilk nagrywa 13 razem z Osbourne’em, Iommim i Butlerem.
to od lat instytucja. Zaliczany jest do grona najwybitniejszych gitarzystów rockowych wszechczasów. Bruce Springsteen zatrudnia go na swej ostatniej płycie [i]High Hopes[/i] oraz trasie koncertowej i z pewnością nie jest to tylko rewanż z nawiązką za cover jego[i] The Ghost of Tom Joad.[/i] Nie dziwota, riffy Morello kojarzą się z najlepszymi patentami z lat 50., 60. czy 70. – proste, ostre, wielokrotnie – świetne.
Więc już choćby dla warsztatu tria warto pochylić się nad tą muzyką, Dla smakowitego czerpania z tradycji łojenia. Wszystkiego tego, co tak zgrabnie wpisuje się w historię rocka (ileż w tym graniu Zeppelinowskich patentów!), a jednocześnie poszerza jego granice za sprawą mezaliansu z rapem, czerpiąc ponadto z funku (tu z kolei nieuchronne skojarzenia z Red Hot Chili Peppers).
Zaledwie cztery płyty, mimo iż kapela, z przerwą na Audioslave po odejściu de la Rochy, działa od 1991 roku do dziś. Zbyt znaczący to jednak dorobek, więc o pominięciu RATM w dziejach rocka nie tylko końca dwudziestego stulecia mowy być nie może.
{W NaTemat: 12 marca 2014]