Spencer Davis Group: Gimme Some Lovin i I’m A Man

sdg

Czasem buty spadają z nóg – i to oba naraz. Za każdym razem gdy słucham któregoś z dwóch wymienionych w tytule tekstu kawałków, mój analogowy organizm sprawia wrażenie, jakby pobierał skądś prąd.

[more]

1966 i 1967 rok. Wciąż jeszcze mnóstwo, nawet w wykonaniu najważniejszych grup w historii rokendrola, grania przynależnego do pierwszego okresu tej muzyki. Ale tu i ówdzie wybuchały już takie petardy, jak You Really Got Me Kinks, My Generation Who, Gloria Them albo pierwsze nagrania Cream. Jak posłuchać utworów SDG, trudno się dziwić, że tylko trochę później przecięły się drogi Winwooda z Hendriksem (na Electric Ladyland) i Claptonem (w Blind Faith).

To, co istotne w historii Spencer Davis Group, wydarzyło się między 1963 rokiem, kiedy zespół się zawiązał, a 1967, gdy odszedł – do Traffic – Winwood.

Steve Winwood, genialny młodzian brytyjskiego rocka, urodził się w 1948 roku. Łatwo więc policzyć, że był piętnastolatkiem w chwili formowania się kapeli, a gdy śpiewał i grał na organach w rzeczonych piosenkach, miał lat – odpowiednio – osiemnaście i dziewiętnaście. Rany boskie, ależ to fenomenalny, dojrzały, czarny głos – i jak cały kwartet gra piekielnie nowocześnie! Fantastyczne, stanowiące podstawę obu kawałków linie basu należą do starszego brata Steve’a – Muffa Winwooda, późniejszego producenta pierwszej płyty Dire Straits.

Warto jeszcze wspomnieć, że bliską oryginału, także porywającą wersję I’m A Man przedstawiła niedługo potem grupa Chicago.

[W NaTemat: 19 grudnia 2013]

Dodaj komentarz