Czemu winni są Vedder i spółka? – Pearl Jam, Lightning Bolt, 2013

pearl_jam_light

Wielokrotnie już manifestowałem uwielbienie dla Dżemów – tyskiego i perłowego. Moje uczucie jest głębokie, trwa lata całe, przeszło przez pierwsze okresy fascynacji, poradziło sobie też ze słabszymi momentami. To miłość w pełni dojrzała, której byle podmuch nie zmiecie.

[more]

Ale, jak to z uczuciami, o ten ogień trzeba dbać. Więc słucham, kupuję kolejne płyty, chodzę na koncerty. Z przyczyny tyleż oczywistej, co pięknej: 

dostaję to, czego pragnę.

Czasem więcej, czasem trochę mniej, zawsze jednak dostatecznie dużo, by nie mieć wątpliwości.

People Are Strange. Ludzie są dziwni. Większość z nas nie robi jakichś szczególnych rzeczy w życiu (tak było, jest i będzie – i nic w tym złego). Nie odkrywamy Ameryki, nie zmieniamy biegu świata. A jednak tak często odzywa się w człowieku głos krytyka lub dziecka: chcę być zaskakiwany, czarowany, pragnę, by świat jak najczęściej dostarczał mi chwil szczęścia lub przyjemności. I to też normalne, jednak gdy wkraczamy na delikatniejszy ze swej natury grunt sztuki, ludzkiej aktywności, twórczości, trzeba wzmóc czujność. Łaska fana na pstrym koniu jeździ, ale artyści nie raz i nie dwa sami są sobie winni.

Czemu winni są Vedder i spółka?

Że zespół wciąż działa, że w dwadzieścia dwa lata po debiucie fonograficznym wydaje nową płytę? Że gra wciąż tak samo?

Po pierwsze, ilu jest takich wykonawców, którzy nagrywali bądź nagrywają, o których wciąż tyle się mówiło lub mówi po prawie ćwierć wieku obecności na scenie? Jakie płyty nagrywali w połowie lat 80. eks-Beatlesi, Rolling Stones albo The Who? Gdzie byli w połowie lat 90. Uriah Heep, Iron Butterfly, Wishbone Ash czy Budgie? W którym miejscu odnajdujemy dziś Living Colour, Red Hot Chili Peppers, Spin Doctors lub Alice In Chains?

Po drugie, czy zawsze dobrze gitarowym zespołom robiły stylistyczne wolty – na przykład w stronę klawiszy i komputerów: Queen, U2 na [i]Zooropie[/i] czy [i]Popie[/i], Radiohead, Heyowi na dwóch ostatnich płytach?

Po trzecie, czy Pearl Jam, podobnie jak Stonesi, muszą się komuś tłumaczyć z tego, że wciąż grają rokendrola?Chyba warto mieć świadomość, że PJ był i nadal jest zespołem z poziomu dla większości nieosiągalnego. Choćby przy wyjątkowych wzlotach artystycznych, choćby z trampoliny. Wielu, bardzo wielu nie zagra nigdy tak, jak formacja z Seattle na swoich nawet tzw. słabszych płytach. Warto także mieć świadomość, z jakiego pułapu PJ wystartował. W 1991 roku, wydając pierwszy album, był kapelą w pełni dojrzałą, całkowicie ukształtowaną. Ten to arcydzieło. Jeśli tak się debiutuje, potem pozostaje już tylko ściganie się z samym sobą, a to cholernie trudna sztuka. Zwłaszcza przez tyle lat.

Backspacer (2009) wyraźnie sygnalizował powrót do bardzo dobrej formy. Lightning Bolt z pewnością nie jest gorszy. Mamy nowy słoik, nową zakrętkę, a w środku 

dżem zrobiony ze znanych nam owoców.

Bardzo dobrych i dojrzałych. To mało?! A czym niby chcielibyśmy być dziś czarowani przez zespół? Elektroniką, samplami, sekcją dętą, produkcją nie z tej ziemi? Jak dobrze, że Vedder wciąż śpiewa tak, iż pewnie uwiódłby większość pań bez względu na wiek. Jak dobrze, że gitary wciąż brzmią tak jak przed laty. Jak dobrze, że ci faceci nadal potrafią napisać kilkanaście co najmniej dobrych piosenek.

Ileż radości, ileż dobrze znanej przyjemności konsumenta muzyki czerpię z sączenia się tych nut do mojego ucha. Piąte, siódme, dziesiąte odsłuchanie krążka – coraz lepiej rozpoznawalne melodie moszczą się coraz wygodniej w moim muzycznym sercu.Nowa płyta PJ jest jak spotkanie po paru latach przerwy ze starymi, bardzo dobrymi kumplami. Na które idziemy z niepokojem, czy przypadkiem nie zmąci nam wielu pięknych wspomnień, Idziemy z obawą, czy ciągle będziemy mieli sobie coś do powiedzenia. I oto z radością, z satysfakcją stwierdzamy, że może włosów na głowie ubyło, a przybyło tu i ówdzie tłuszczu, ale poza tym jest jak dawniej, ciągle dobrze rozmawia się nam ze sobą.

Słucham nowych utworów z przyjemnością, w paru przypadkach wielką. Życzę Wam tego samego.

(Pearl Jam, Lightning Bolt, 2013)

[W NaTemat: 27 października 2013]

Dodaj komentarz