Nie kasandrycznie, a pięknie – Cassandra Wilson, You Don’t Know What Love Is

W niedzielę literacką nagrodę Nike wręczono Joannie Bator. W ten sposób nie tylko ja otrzymałem kolejny dowód na to, że uroda i talent – doceniony! – nie muszą się wykluczać. Rozstrzyganie kwestii, czy z utalentownym pięknem dobrze żyje się na co dzień, nie do mnie już należy.

[more]

Pozostawię też w spokoju rozważania na temat: „Przemija uroda w nas”. Powiem tylko tyle, że spectrum kobiecego piękna dla faceta w średnim wieku jest nieporównanie większe niż dla dwudziestolatka.

Dość tego. Miało być o niekoniecznie kasandrycznych przepowiedniach. Przed laty Telewizja Polska parokrotnie zaprezentowała fragmenty bodaj wrocławskiego występu Wilson. Jadłem uchem i okiem.

Cassandra Wilson jest raz trochę bardziej, raz trochę mniej jazzowa, zawsze jednak serwuje bardzo szlachetne nuty. Jest w czym wybierać, bo dorobek ma niemały, choć pierwszą płytę wydała dopiero w wieku trzydziestu jeden lat. Blue Light ’til Dawn to album z 1993 roku, zawierający sporo klasyków – w tym ten właśnie, otwierający album. W jej wykonaniu – absolutne cacko.

Dodaj komentarz