Dawid Podsiadło, przesympatyczny młody człowiek, nagrał płytę, jakiej większość popowych wykonawców nie tylko na naszym rynku nie nagra nigdy. Do dyskotek się nie nadaje, wolna jest od ogłupiających rytmów i beatów, więcej na niej neurotyczności i nostalgii.
A jednak rodzą się we mnie wątpliwości. I nimi chcę się z Wami podzielić.

[more]
Pop
starzeje się najszybciej. Dlatego że najbardziej reaguje na mody, na nowe technologie, na nowinki studiów nagraniowych. Moja reakcja na przebojowe piosenki sprzed dziesięciu, dwudziestu czy więcej lat zwykle daleka jest od entuzjazmu (choćby ostatnio, w knajpce w Krakowie, do obiadu: I Just Called To Say I Love You Wondera czy Wonderful Life Blacka). Czasem wręcz przychodzi mi do głowy okrutna fraza: za co Kain zabił Abla? Za puszczanie starych przebojów.
Omiatam wzrokiem domowe półki z płytami: Ania Dąbrowska, For Dee, Desu (o rany!), De Mono, Bisquit, Varius Manx jeszcze z Lipnicką. Nie, nie wszystko, broń Boże, jest złe. A jednak ochoty, by do tego wracać, jest we mnie mniej niż do płyt zdecydowanie rockowych wydanych w podobnym czasie. Jasne – też nie wszystkich. Ale jestem pewien, że na bezlitosnym sicie czasu konkretnego grania ostaje się znaczniejsza ilość, że z popu ocaleje po latach wątła kupka płyt.
Ile zostanie z debiutu Podsiadły
i jak potoczy się dalsza jego kariera? Tu, w Polsce – kraju, gdzie kapela miary Much miała problem ze znalezieniem wydawcy swojego trzeciego albumu? Dziś jego piosenki mają posmak nowości, album wydał wielki koncern płytowy (nagroda za wygranie X-Factora), świetnie sprzedają się koncerty. Jak to jednak będzie za kilka lat, przy trzeciej lub czwartej płycie? Fonograficzny debiut stał się platyną, co budzi szacunek, choć trochę ponad trzydzieści tysięcy egzemplarzy – obiektywnie – oszałamiającym wynikiem nie jest.
Nie sposób nie zauważyć, że jest to
krążek właściwie autorski,
wkład Dawida w powstanie tego materiału jest olbrzymi (choć w tym miejscu należy też wymienić nazwisko Bogdana Kondrackiego, który zagrał na wielu instrumentach oraz wyprodukował płytę) – i to jest z pewnością dobry prognostyk. Zawsze lepiej mieć coś – dodam, sensownego – do powiedzenia od siebie, niż czekać, co też napiszą dla mnie inni.
Jakieś nieuchronne z racji barwy głosu i jego zdecydowanie nosowego odcienia skojarzenia z Coldplay nie budzą akurat mojego entuzjazmu. Ale to teza do obalenia w przyszłości, wraz z rozwojem – czego życzę – Podsiadły jako artysty. Bo najgorzej byłoby dla niego, dwudziestoletniego człowieka, gdyby już teraz przeżywał swe najlepsze muzyczne chwile.
