Wyrwane z kontekstu: Jane’s Addiction, True Nature

Uzależniłem się od Jane całkiem niedawno. Jak słucham tej kapeli, to aż mi wstyd, że tak świetnego grania nie potrafiłem docenić wcześniej. I od razu w takich momentach – bo było ich już trochę – zastanawiam się, ile jeszcze nie całkiem nowych dźwięków pozostało mi do odkrycia. A co za tym idzie – i, paradoksalnie, jest wielkim plusem wcześniejszych zaniechań oraz ignorancji – ileż pięknych chwil i wzruszeń wciąż jeszcze przede mną. Co przecież jest istotą konsumowania muzyki.

[more]

Kapela powstała w końcu lat 80., jest jedną z tych cudownych gitarowych odtrutek na konfekcję tamtej dekady. Nie obchodzi mnie, jak bardzo zawiłe są losy zarówno samego zespołu, jak i ich poszczególnych członków. W ostatecznym rozrachunku liczy się efekt końcowy: jakość tego, co faceci mają do zaproponowania. Więc pieprzę kwestię używek, mam gdzieś trudne charaktery Farella, Navarro, Perkinsa i ich zmieniających się kumpli. Istotne jest to, że mija już sporo lat, w przypadku albumu Strays, z którego pochodzi wywołana do tablicy piosenka, całe dziesięć, a brzmi to ciągle świetnie.

Jakiś czas temu wspominałem w tym cyklu Warped Redhotów, otwierający One Hot Minute (1997). I tu jest podobnie – mamy do czynienia z wysokokalorycznym natarciem gitarowej husarii na nasze bębenki. Z jednym, za to bardzo istotnym, wspólnym elementem: w obu przypadkach wiosłuje Dave Navarro.

 

Dodaj komentarz