Paul i Faul, czyli historia pewnej mistyfikacji

„Kobiety, ach, te kobiety! Cóż by bez nas było, jaki byłby świat? I dla was, panowie: tylko wino i śpiew” – śpiewała grupa For Dee, czyli Krystyna Stańko i Jowita Tabaszewska. Dziś, nie pierwszy raz zresztą, głos ma moja żona. Pierwsza, osobista.

[more]

To film dla ludzi wyznających spiskową teorię dziejów, węszących podstęp, kochających opowieści ze skarbnicy legend miejskich – o czarnej wołdze, Elvisie, który wciąż żyje, porywaczach dzieci i odwiedzających nocą cmentarze. Wszystko niby się zgadza: opowieść jest niesamowita i wydaje się prawdopodobna, dotyczy znanych osób, jest grupa, której zależy na ukryciu prawdy, a całość została nagłośniona przez media, czego dowodem jest: Paul McCartney zginął. Historia oszustwa Joela Gilberta (2010) .

Film jest zrobiony ze śmiertelną – nomen omen – powagą. Historia jest drobiazgowo, czy nie nazbyt, opisana, w tym gąszczu dowodów giną sprawy istotne, nie ma odpowiedzi na zasadnicze pytanie: jak można tak długo w dzisiejszej globalnej wiosce ukrywać prawdę? Czy da się wszystko wytłumaczyć działaniem służb specjalnych, czy jest możliwe znalezienie (odkrycie?) równie wielkiego – bliźniaczo podobnego – talentu, o czym świadczy przecież solowa działalność McCartneya.

To, co mi się w tym filmie podobało, to interpretacja okładek płyt, raczej rzadko przyglądamy się im tak dokładnie, a znaleźć tam można naprawdę ciekawe rzeczy… Podobnie jak w odtworzonych od tyłu fragmentach piosenek.

No i masa dokumentalnych materiałów, fragmentów filmów, zdjęć, archiwalnych nagrań.  Inna sprawa, jak je wykorzystano, jakiemu celowi posłużyły.

Obejrzeć nie obejrzeć – oto jest pytanie. W sezonie ogórkowym… Ale ja i tak wierzę, że na Stadionie Narodowym wystąpił prawdziwy Paul, a nie jakiś false Paul czyli Faul.


Dodaj komentarz