Wyrwane z kontekstu: The Who, My Generation

Tego nie zmienimy. Nie wszystko z równą mocą docierało za żelazną kurtynę. Świadomość przeciętnego polskiego nastolatka przed czterdziestu – czterdziestu pięciu laty zwykle mocno była zainfekowana piosenkami Beatles albo Rolling Stones, lecz znacznie trudniej było o bliższą znajomość z nagraniami Kinksów czy The Who. I tak już zostało.

[more]

Ci ostatni zaczynali jako hałaśliwi naśladowcy wymienionych wcześniej grup, a byli ledwie o rok – dwa – trzy lata młodsi. Ale szybko okazało się, że Townshend z kolegami mają sporo do powiedzenia od siebie. Nagrali mnóstwo świetnych utworów, kilka bardzo znaczących albumów z Who’s Next (1971) na czele. Trochę zostało to rozwodnione przez długie, choć z przerwami, lata działalności i serwowanie materiału o znacznie mniejszym znaczeniu niż ten z pierwszych lat istnienia grupy.

Podobnie jak w przypadku The Kinks – warto pochylić się nad kawałkami zespołu z lat 60. i początku 70. I nie zapominać, że czym dla Stonesów jest Satisfaction, dla Kinks You Really Got Me, tym dla The Who My Generation.

Jest rok 1965, a Roger Daltrey wykrzykuje: „Mam nadzieję, że umrę, nim się zestarzeję!”.

Dodaj komentarz