Formuła pięknie otwarta – Vladimirska, Ogrody Dźwięków, Katowice, 28 czerwca 2013

Jeśli artykulacja dźwięków, słowa i języki stworzone zostały przez ludzi z potrzeby wzajemnej komunikacji, jeśli w mowie Kochanowskiego i Masłowskiej terminy „chleb” czy „bułka” kryją w sobie niezliczoną ilość wszelkich odmian, nie dziwmy się, że pojawił się też wytrych w postaci określenia „world music”.

[more]

Warto jednak szybko porzucić semantyczne rozważania, by otworzyć się na istotę sprawy, czyli muzykę. Na fantastyczne, zupełnie dziecięce zdziwienie, co też w niej się porobiło. Świat zmalał. Dzięki samolotom i internetowi możemy dziś błyskawicznie przenosić się z jednego kontynentu na drugi, a informacje przesyłać jeszcze szybciej. Choć filozofów czy socjologów musi to zjawisko niepokoić, na gruncie sztuki staje się chyba całkowicie bezpieczne i dające nieograniczone możliwości. Ufam, że żadna homogenizacja czy macdonaldyzacja jej nie grozi. Porobiło się mianowicie tak, że wszystko jest możliwe: wszystko można zagrać i wszyscy mogą zagrać ze wszystkimi.

Vladimirska

Przyjechali, jak powiedziała frontmenka na koniec, z niedaleka, bo „ze Krakowa”. Wokalistka i akordeonistka rodem z Kanady, ale już nieźle mówiąca po polsku, do tego pięciu panów: trąbka, saksofon, gitara akustyczna, bębny i druga gitara na zmianę z bandżo. Przedziwna i przepiękna muzyka. Całkowite pomieszanie stylistyk, folkloru z różnych szerokości geograficznych wsparte wielką kulturą muzyczną. Bałkańskich rytmów, u nas raczej w nadmiarze od czasu wizyt Bregoviča, było tylko trochę, a poza tym – o rany! I argentyńskie tango, i dixieland, i jazz (bardzo smaczne sola na trąbce i saksofonie).

Muzycy sami określają swoje granie mianem

retro-circus-folk.

Pierwsze i trzecie zgoda, natomiast jarmarczność to tylko mrugnięcie okiem do słuchaczy – ekwilibrystyki tu nie ma, jest wyczucie, smak i dbałość o formę.

Przyznam, że jest to muzyka inna od wszystkiego, co słyszałem dotąd, a robiąca wielkie wrażenie. Ale cóż tam mój entuzjazm, skoro przede mną spodobała się jurorom konkursu International Songwriting Competition w Nashville – Tomowi Waitsowi i Tori Amos, skoro tamże zachwycał się kapelą Ozzy Osbourne. A u nas – Wojciech Waglewski, który serwował jej nagrania w „Maglu Wagli”.

Grupa ma w swym dorobku udział w wielu festiwalach folkowych w Polsce, Niemczech i u południowych sąsiadów. Ma też wydany debiutancki krążek – Night Trains (2011), nagrodzony przez niemieckich krytyków „Preis der Deutchen  Schallplattenkritik” w kategorii folk & folklor. To, jak Vladimirska zagrała wczoraj – dając świetny, ponadgodzinny występ – zdecydowanie prowokuje do bliższego zapoznania się z jej muzyką.

Dodaj komentarz