Wstydź się, Trójko!

Wczoraj wieczorem radiowy program trzeci Polskiego Radia uraczył nas benefisem Piotra Kaczkowskiego z okazji jego pięćdziesięciolecia pracy dziennikarskiej. Pół wieku stuknęło Panu Piotrowi w marcu, okolicznościowe obchody odbyły się w Fabryce Trzciny. W Trójce oczywiście mówiono i o jubileuszu, i o imprezie (choć o tej niewiele), ale nic ponadto. Zdziwienie pierwsze.

[more]

Ktoś – kto? – przypomniał sobie wreszcie, że należałoby uhonorować ikonę dziennikarstwa muzycznego nad Wisłą w jego macierzystej redakcji, trochę późno, ale dobrze, że w ogóle. Choć od dawna moje upodobania muzyczne są zaledwie w małej części Panapiotrowymi, zasiadłem przed radioodbiornikiem. Bo przecież nie mogę zapomnieć, przez kogo to wszystko,

kto tak naprawdę zaraził mnie muzyką.

Dwie godziny, powinno być nostalgicznie, wspomnieniowo, pięknie.

Zdziwienie drugie, a może już trzecie. Trójka ma liczną redakcję muzyczną, wielu pracujących w niej panów przyznaje, że czują się uczniami Pana Piotra. Oczywiste byłoby, gdyby program poprowadził Piotr Baron albo Marek Niedźwiecki. Jezu, są przecież jeszcze Piotr Metz i Piotr Stelmach. Ktokolwiek, byle mający pojęcie o tym, czym przez całe swoje życie zajmuje się Kaczkowski.

A tu redaktor Andrus. Miałem swoje – słuchacza – uwagi do niego już wcześniej, ale teraz mogę powiedzieć, że go po prostu nie lubię. A ponieważ taka ze mnie męska zołza, że jestem pamiętliwy, już go nie polubię.

Trójko, jak mogłaś

wpaść na tak szatański pomysł,

by oddać prowadzenie tej imprezy facetowi, który jeśli się na czymś zna, to nie na muzyce, a na kabarecie (to wielkie słowo w odniesieniu do większości dzisiejszej „twórczości” na tym polu, lecz niech będzie)? Jak mogłaś powierzyć mu przygotowanie całości, ani przez moment – wygląda na to – nie patrząc na ręce? Andrus nie umie być człowiekiem drugiego planu, zawsze musi brylować, sypać dowcipami. Jeśli jego rozmówca odważy się powiedzieć coś, z czego śmieje się publiczność (wczoraj Grzegorz Turnau), to ten zaraz musi ripostować – czasem śmiesznie, czasem mniej. Andrus zagaduje swojego rozmówcę, buduje długie pytania, tym dłuższe, im mniejsze ma pojęcie o tym, o co zapytać. Tak było wczoraj – i było mi wstyd, że tego słucham. Było mi wstyd, że Pan Piotr musi tego słuchać. Było mi wstyd, że Trójka firmuje jubileusz swego mistrza przygotowany na tak niskim poziomie.

Bo po pierwszych wistach redaktora A. na scenie pojawił się… No właśnie, Kazik. Nie słucham dziś całych audycji Pana Piotra, ale kiedyś słuchałem. I nie przypominam sobie jego szczególnej atencji dla Kultu. Raczej dla Perfectu, wczesnej Lady Pank, ówczesnej Budki Suflera, Maanamu. Ale dobra, Staszewski palnął coś o słuchaniu „Muzycznej Poczty UKF”, niech będzie.

Jednak potem podziało się coś takiego, że

chciałem schować się pod stół.

Coś o kabarecie. O rany – Kaczkowski i kabaret? Nie, oczywiście, Andrus i kabaret. To jest grunt, na którym konferansjer (pardon, gwiazda) czuje się pewnie, jak ryba w wodzie. Wyszli jacyś żałośni szansoniści, pieprzyli długo i nieśmiesznie, żal było słuchać. I wtedy wszedłem na Trójkowego fejsbuka, by od razu napisać, co o tym myślę. Droga Trójko, wiedz o tym, że nie ja jeden nie mam stacji radiowych przed Tobą, że jesteś słuchana, lubiana, ale też oceniana. I nie wolno Ci, programowi z takimi tradycjami, popełniać tak ciężkich grzechów jak wczoraj!

Mojego złego wrażenia nie naprawili już ani Zbigniew Preisner, ani Adam Nowak, ani – jak zwykle dowcipny, w subtelnym stylu Starszych Panów – Grzegorz Turnau.

Pal licho Mirosław Czyżykiewicz, Kaczkowski ostatnio znów o nim ciepło się wyrażał, więc niepotrzebnie się czepiam. Ale co robiła tam Maria Czubaszek, skądinąd jedna z moich ulubionych? I gdzie podziali się ci, którzy mogli Jubilatowi zadać

parę mądrych pytań?

Gdzie byli Weiss, Królikowski, Niedźwiecki, Baron i paru innych tego wieczoru? Tych, dla których muzyka – jak dla Pana Piotra – jest całym światem? Też, jak ja, przy głośnikach? I czy też wstydzili się, byli zażenowani jak ja?

Pan Andrus już wczoraj miał swój benefis. Świetnego samopoczucia nic mu pewnie nie zmąci. Ani „tykanie” tych, z którymi jest na „pan”, ani ewentualny, spóźniony opieprz dyrektor Jethon. Jej zresztą też wypada podziękować za to, że ten wieczór wyglądał właśnie tak.

A Panu Piotrowi ciągle należy się coś normalnego. Z kolegami dziennikarzami muzycznymi oraz paroma zaprzyjaźnionymi muzykami rockowymi. Bo rock, a nie inne klimaty (z całym szacunkiem dla Nowaka i Turnaua), jest najbliższy redaktorowi.

Nie przegap, Trójko, czegoś.

Takich momentów, które się zapamiętuje – gdy siadali obok siebie, wspominając początki tej stacji radiowej, Kaczkowski, Witold Pograniczny i Marek Gaszyński. Gdy Kaczkowski rozmawiał z Franciszkiem Walickim. Albo z Wiesławem Weissem. To są ludzie, o których Andrus pewnie nie słyszał, a którzy budowali w Polsce scenę rockową, muzyczne radio i prasę. Kolejnym takim momentem mógł, powinien być, wczorajszy wieczór.

Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą. Na przykład Marek Jackowski ani Panu Piotrowi, ani nam już nie zagra.

Dodaj komentarz