Kiedy miałem bodaj czternaście lat, nie byłem żadnym absolwentem. Ani szkoły podstawowej, ani nawet przedszkola, które po pół roku przegranych zmagań ze zdrowiem musiałem opuścić. Gdzieś wtedy, w połowie lat 70., zobaczyłem pierwszy raz film Mike’a Nicholsa.

[more]
Zupełnie nie rozumiałem, jak główny bohater grany przez Dustina Hoffmana może sypiać z tą starą wiedźmą, okołoczterdziestoletnią Anne Bancroft. Co innego jednak Katharine Ross, młodziutka i śliczna, która – tak sobie teraz myślę – w znaczący sposób wpłynęła na moje postrzeganie ideału kobiety, a już na pewno kobiecego piękna. Trudno się dziwić, że gdy dowiedziała się o romansie Hoffmana ze swoją matką, nie chciała go znać.
Jednak bolesna przez większą część bajka kończy się dobrze. Bohater dojrzewa, rozumie wreszcie, że ta olśniewająco piękna dziewczyna jest jego prawdziwą miłością, i robi wszystko, by ją odzyskać. Wydaje się to zadaniem niewykonalnym, a jednak mission impossible kończy się w sposób, który powoduje westchnienia w nie tylko damskich piersiach, który sprawia, że niejedna łza rosi niejeden policzek. Hoffman w ostatniej chwili wyrywa Ross z objęć przeznaczenia, z ramion jakiegoś faceta, który za chwilę ma jej założyć obrączkę – wobec Boga i wszystkich uczestników uroczystości. Porywa dziewczynę sprzed ołtarza – i tą ułańską szarżą odzyskuje jej serce.
Czy ten związek przetrwał, ile razy wchodził w trudne momenty – o tym film już nie mówi. Zwycięża miłość, wspaniale cały czas wspierana przez piosenki duetu Paul Simon – Art Garfunkel. Co jedną to piękniejszą. Scarborough Fair, będąca parafrazą starej, osiemnastowiecznej ballady angielskiej, wydaje mi się w tym zestawie wyjątkowa. Potęgująca efekt przygnębienia, gdy bohater przeżywa szczególnie trudne, samotne chwile. Najdelikatniejsza, której liryczności – na szczęście – nie wzmacnia (i tym samym nie banalizuje) wybijająca rytm perkusja. Mamy natomiast aksamitne głosy obu panów w urzekającej harmonii.
P.S. A Bancroft była w 1967 roku bardzo niezłą, trzydziestosześcioletnią (!) laską, ale do tego doszedłem dopiero później, gdy kolejny raz obejrzałem film. Już jako, za przeproszeniem, dorosły facet.
