Gdy przed laty zakupiłem ich Before These Crowded Streets (1998), wymknęło mi się jak nastolatkowi: „Gdybym umiał grać, chciałbym to robić w taki właśnie sposób”. Taki numer jak Don’t Drink The Water zupełnie mnie poraził.

[more]
Jeśli chodzi o podejście do muzycznej materii, przypominają mi Jethro Tull. Struktura piosenki stosowana jest u jednych i drugich nie za każdym razem. Utwory zaczynają się – i płyną dokądś, porywają nas, czasem same chyba nie wiedząc dokąd, gdzie przystaną, gdzie zacumują tym razem. Jeśli mamy do czynienia z artystami – a tak jest w obu tych przypadkach – nie pozostaje nic innego, niż dać się uwieść, ruszyć w tę fantastyczną dźwiękową podróż.
DMB zabierają nas w drogę może nie tyle piękniejszą niż Jethro Tull (nie odważę się tego napisać), co łagodniejszą. Szczególnie na tej nowej płycie. Tkaną z oszałamiająco delikatnych nut i harmonii. Ale ckliwie nie robi się nigdy, bo strzeże tego głos lidera (ach, te anglosaskie wokale!) – z pozoru nieduży, a wspaniały: matowy, nosowy, liryczny i bardzo męski jednocześnie. I nieoczywista, niebanalna w swym pięknie faktura spokojniejszej części materiału.
Rokendrol od wielu już lat wymyka się czasowi, robiąc to na wiele sposobów. Z jednej strony można oczywiście ubolewać nad brakiem zupełnie nowej jakości (ostatnia to grunge), a z drugiej smakowitość takich płyt jak te serwowane od lat przez Matthewsa z kumplami jest nie do pogardzenia. I mam podejrzenie graniczące z pewnością, że mijać będą kolejne lata, a ta muzyka będzie się bronić. I płynąć ponad modami, z dala od świata i jego przypadkowych szumów. Płynąć konsekwentnie obranym kursem.
