ZZ Top, La Futura, 2012

Amerykę udało się odkryć jakiś czas temu. Nie zrobili tego swoją muzyką ZZ Top, choć ich debiut to już dość odległe lata, bo początki kapeli sięgają 1969 roku. I, jak w matematyce, dane są ciągle te same. Trzech facetów: Billy Gibbons, Dusty Hill i Frank Beard wciąż jest wiernych temu, od czego zaczęli, czyli rokendrolowi z potężną domieszką boogie, co pozwala ich natychmiast rozpoznać. I wiernych sobie. Zarówno nawzajem, bo wciąż są razem, jak i kowbojskim ideałom, które nie pozwoliły im sprzedać swoich bród za potężne pieniądze potężnej firmie, jaką jest Gillette.

[more]

Na płytę z premierowym materiałem kazali tym razem czekać bardzo długo, bo aż dziewięć lat. Czy warto było? Myślę, że zdecydowanie tak. Krążek jest bardzo zwarty, zawiera dziesięć piosenek trwających łącznie niecałe czterdzieści minut. I kolejny raz doceniam u artystów powrót do analogowych wymiarów płyty, bo – mniej więcej – trzy kwadranse daje się ogarnąć łatwiej niż godzinę z okładem. „Krócej” często oznacza zwyczajnie „lepiej”.

Na moje ucho – jest po prostu bardzo dobrze. Płyta zawiera wszystko to, za co kiedyś polubiliśmy zespół – świetne tempo i ostrą gitarową mieszankę w swych najlepszych przejawach. Nic nowego, a słychać, że jazda jest zdecydowanie do przodu, są pomysły, radość grania, lekkość, z jaką płyną kolejne nuty.

Jest, przede wszystkim, boogie. Świetny kawałek otwierający płytę, cover hip-hopowego numeru i jednocześnie singlowy przebój I Gotsta Get Paid, zaraz za nim Chartreuse (łza się w oku kręci na wspomnienie wrocławskiego Easy Rider), są ballady It’s Too Easy Mañana i Over You, blues pobrzmiewa w Heartache In Blue oraz Have A Little Mercy.

Natomiast wśród tego solidnego i przebojowego jednocześnie łojenia pięknie wyróżnia się Flyin’ High. Inny niż pozostałe, oczywiście też swingujący, ale właściwie uwolniony od boogie – co w przypadku tej formacji jest czymś wyjątkowym – świetny numer z zastosowaniem patentów przywodzących na myśl z jednej strony Lynyrd Skynyrd, z drugiej AC/DC.

Jeśli będą nadal w takiej formie, przyszłość przed trzema nie najmłodszymi już panami rysuje się całkiem nieźle. Miałem przed laty okazję widzieć ich na żywo, ale – po zapoznaniu się z nowym materiałem – chętnie wybrałbym się raz jeszcze.

 

Dodaj komentarz