Historia literatury znaczona jest książkami. Nawet jeden rękopis, napisany po francusku przez Polaka i znaleziony w Saragossie, też został ujęty w cudzysłów. Podobnie historia muzyki rockowej znaczona jest kolejnymi płytami. O największych wykonawcach mówi się często, uwzględniając cały ich dorobek. Ci, co mieli mniej szczęścia lub talentu, zostali zapamiętani za sprawą jednego albumu, a czasem jednego tylko nagrania. Słusznie bądź nie.

[more]
W cyklu, który dzisiaj inauguruję, chciałbym wspominać utwory, które są – z różnych względów – szczególnie dla mnie ważne. Nie będą to tylko „najpiękniejsze piosenki świata”, bo obok utworów pełnych liryzmu, delikatnych, znajdzie się tu miejsce dla gitarowego łojenia. Pojawią się wykonawcy zapomniani, ale obok nich także ci bardzo znani.
Na początek perełka, która z zupełnie dla mnie niezrozumiałych względów nie znajduje miejsca w trójkowym „Topie wszechczasów”. O grupie Rare Bird, niesłychanie w mojej edukacji muzycznej istotnej, napiszę kiedyś obszerniej. Tutaj wspomnę jej największy przebój, znany także z innych wykonań – „Sympathy”.
Jest rok 1969, rock symfoniczny rozpoczyna swój szturm na uszy słuchaczy. Najczęściej utworami długimi, o skomplikowanej i połamanej fakturze. Ale czasami też takimi fredżajlami.
