Między blogiem a prawdą

Music, music

Nowe płyty Boba Dylana, Rolling Stones, Doors, Led Zeppelin. Czy to 1968 albo 1969 rok? Aż się wierzyć nie chce, jaką mamy muzyczną jesień. Do tej listy dopiszmy jeszcze Marka Knopflera, Aerosmith, Donalda Fagena, Soundgarden czy Dave Matthews Band. W Polsce też klasycznie: koncertowy Dżem, Hey, Voo Voo, ze znaczących albumów jeszcze młodsze pokoleniowo Muchy. Inni przedstawiciele starej gwardii, jak na przykład Wilki albo T. Love (którzy to wykonawcy, od razu powiem, zajmują mnie znacznie mniej), też nie próżnują. A to przecież nie koniec. Jest o czym mówić i pisać, a przede wszystkim – jest czego słuchać.

[more]

Blog and roll

Blog and roll ma pół roku. Daleki jestem od tych konstrukcji logiczno-formalnych, które nakazują świętować rocznice, zwłaszcza takie. Lepiej je obchodzić – ostrożnie i z pewnej odległości. Jeśli o tym wspominam, to dlatego, że po wakacyjnych, zwłaszcza sierpniowych, chwilach zwątpień czuję teraz, że jest Was, czytających, coraz więcej.

Mam świadomość, że nie jestem w stanie ścigać się z ludźmi zawodowo parającymi się pisaniem i mówieniem o muzyce – na wiedzę albo ilość wysłuchanych płyt. Ale pasji, mam nadzieję, mimo upływu lat mi nie brak – i nią pragnę się dzielić. Spostrzeżeniami, przemyśleniami okołomuzycznymi może nieco ogólniejszej natury. 

Po statystykach widzę, że takim patrzeniem na świat dźwięków chyba nie jestem sam. Z tą nadzieją przystępowałem do robienia notatek w lutym 2011 roku, z  wiarą sześć miesięcy temu ruszyliśmy z blogiem, z tą nieskromną ufnością we wspólnotę doznań – Waszych i moich – pozostaję. I bardzo dziękuję za wszystkie mniej lub bardziej werbalne sygnały – że jesteście i czytacie. Kończąc to wdzięczenie się i krygowanie, powiem tylko, że bez Was szukanie nie tylko muzycznych sensów byłoby trudniejsze. Dziękuję! 

Blogostan

Chciałbym też jeszcze w tym miejscu podziękować dwóm osobom, bez których tego bloga albo by nie było wcale, albo wyglądałby zupełnie inaczej, znacznie ubożej.

Maćkowi Trzepałce, którego kreska zawsze budziła mój podziw i uśmiech. On patrzy na moją robotę z pewnego oddalenia, z rzadka zabierając głos – i tak właśnie, zwykle milcząc, wywołany do tablicy przysyła kolejną porcję rysunków.

Moja żona natomiast – żadnego faceta nie muszę przekonywać, że Jej obecność milczącą nie jest – z oddaniem zajmuje się stroną wizualną oraz – używając wielkich słów – marketingiem. To Ola wśród mnóstwa dostępnych bloksowych szablonów wyszukała ten właśnie, to Jej dziełem jest układ strony oraz obecność na tzw. forach i u Wielkiego Brata, czyli na fb (parafrazując stary wierszyk, chciałoby się powiedzieć: „Choć nie widzą cię ludzie, widzi cię zawsze Fejs Buk”).

Dziękuję Wam za pomoc i wsparcie.

Porada blogera albo parada blagiera

Starczy tego. Pisania ręką technika elektronika, niepraktykującego polonisty, pracownika spółki polonijnej i kopalni. Przez kilkanaście lat sprzedawcy książek, a także redaktora i korektora. Od dwunastu agenta ubezpieczeniowego. Od dwudziestu pięciu lat męża, od dwudziestu jeden podwójnego ojca. Kogoś, kto bez muzyki nie wyobraża sobie życia.

Tak więc kończę – z muzycznymi pozdrowieniami. Zajrzyjcie znowu, zapraszam.


Dodaj komentarz