The Beatles – najpierwsza kochanka w muzycznym haremie

Może 1968 rok. W domu pojawia się pocztówka z Lady Madonna.
Już chyba 1970. Pocztówka z jednym nagraniem – Hey Jude.
1978. Tonpress wypuszcza na rynek pierwsze polskie wydawnictwo płytowe grupy – dwie małe płytki z siedmioma łącznie utworami. Szaleństwo.
1980. The Beatles, czyli pierwotnie w Stanach wydany zestaw singlowych nagrań czwórki z Liverpoolu. W miesiąc, może dwa później – 8 grudnia – ginie John Lennon.

[more]

1993. Abbey Road – pierwszy kompaktowy zakup nagrań Beatlesów.

2010. Wreszcie! – zremasterowane wersje (po kolei): Białego albumu, Magical Mystery Tour, Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band, RevolverPast Masters. Pięć albumów, siedem płyt. Mnóstwo muzyki. W przeważającej części – znakomitej. Najwspanialszej grupy w historii muzyki rockowej. Jak pisać o takich oczywistościach?!

 *

Beatlesi towarzyszyli mi zawsze,

od wczesnego dzieciństwa.  Ale przez bardzo długi czas w sposób nieuporządkowany. Ich dorobek zlewał się w jedną wielką całość. Dopiero po latach dokonało się w mojej głowie i uszach podwójne przewartościowanie: najpierw coraz większy zachwyt dojrzałego już odbiorcy nad muzyką kwartetu, a nieco później uchwycenie chronologii, tego ciągu przyczynowo-skutkowego, błyskawicznego rozwoju artystycznego zespołu. I świadomość tła, kontekstu – tego, co działo się wtedy w świecie i muzyce rockowej.

Wsłuchiwałem się w te niemłode już nagrania, uświadamiając sobie, w którym utworze który z panów wykonuje partie wokalne. W 2010 roku dotarło do mnie, że to, co kocham w Beatlesach najbardziej, jest dziełem Paula McCartneya, że to on jest tym mistrzem ponad wszystkich innych mistrzów rock’n’rolla.

Niebywałe, jak rozkwitają czasem talenty. Zespół gdzieś na początku, na przełomie lat 50. i 60., był jednym z wielu. Nic specjalnego, żadnych olśnień wykonawczych – nie byli to ani szczególnie dobrzy wokaliści, ani instrumentaliści.

Geniusz autorski

ujawnia się jednak już w 1964 roku, niewyobrażalna dzisiaj ilość zagranych koncertów sprawia, że warsztat staje się coraz lepszy. Nigdy nie wybitny – ale, w połączeniu z cudowną zdolnością do wymyślania przepięknych piosenek – dający efekt absolutnie ponadczasowy, nieporównywalny z jakimikolwiek wcześniejszymi dokonaniami w rocku.

To The Beatles stali się punktem odniesienia dla większości wykonawców w kolejnych pokoleniach. Niedościgłym wzorcem i nieustającą inspiracją. Bunt sklasyczniał, a wielka muzyka pozostała. I pozostanie. YesterdayStrawberry Fields ForeverPenny Lane czy Hey Jude będą analizowane przez muzykologów tak samo jak utwory Bacha czy Vivaldiego.

 

Dodaj komentarz