O dojrzewaniu talentów

W trójkowej Historii pewnej płyty była dziś mowa o pierwszym LP Myslovitz. Na koniec padły znamienne słowa. Krążek sprzedał się w nakładzie dwunastu-trzynastu tysięcy egzemplarzy, co w przełożeniu na dzisiejsze warunki daje jakieś pięćset-siedemset sztuk. Poniesione nakłady nie zwróciły się. Obecnie oznaczałoby to koniec – żaden wydawca nie zaryzykowałby wydania drugiej, nie mówiąc o kolejnych, płyty.

[more]

Nie byłoby więc Miłości w czasach popkultury – jednego z najważniejszych albumów w historii polskiego rocka. Muzycy zawiesiliby instrumenty na kołkach i zajęli się pracą zawodową – w kopalni, szkole, na uczelni. Talenty zostałyby – najpewniej – bezpowrotnie zakopane. Ilu jest teraz takich wykonawców, którzy wiele lat czekają na swoją kolejną szansę, ilu takich, którzy zrezygnowali z czekania?

A przecież twórczość – to najczęściej dojrzewanie, rozwój, powolne dochodzenie, odkrywanie siebie, rozpoznawanie tego, co skrywają, banalnie rzecz ujmując, serce i głowa. Ilu artystów było od razu w pełni ukształtowanych, gotowych? Garstka zaledwie. Dziś książka, film, obraz, płyta – są takim samym towarem jak żywność, ciuch, telewizor, samochód. Mają przyciągać wzrok, rozbudzać chęć posiadania. Coś, co się nie sprzedaje dość dobrze, nie zwraca kosztów, nie przynosi zysków – niewarte jest ryzyka kolejnych nakładów. Okrutne.

Z twórczością i mecenatem (tak czy inaczej rozumianym) jest jak z łowieniem bursztynów albo poszukiwaniem złota. Trzeba strawić wiele czasu, poświęcić sporo sił, wydać nieraz dużo pieniędzy, by osiągnąć pożądany efekt. Czyli z masy produkcji, wielu rzeczy zbędnych, takich sobie, wyprodukowanych w studiu – wyłowić perły, ochronić je, dać spokój – czas i trochę pieniędzy – by mogły rosnąć, rozwijać się. I owocami swego talentu cieszyć wielu, bardzo wielu ludzi. W szczególnych przypadkach, talentów największych – przez długie lata.

Po Gomułce zostało tylko niezbyt dobre wspomnienie. Po Niemenie, Grechucie, Skaldach czy Nalepie – nie tylko Wspomnienie, ale mnóstwo znakomitej, nadal aktualnej muzyki. Która wciąż pyta zupełnie niepotrzebnie Czy mnie jeszcze pamiętasz?, bo kolejne pokolenia mają świadomość, że należy ją Ocalić od zapomnienia. Bo jest tego warta i, co najważniejsze, słuchana. A przecież z wymienionych tylko Grechuta objawił się od razu jako artysta gotowy.

29 kwietnia 2012

 

Dodaj komentarz