Magia i czary

Wójt pana wini, pan księdza, a nam biednym zewsząd nędza – pisał przed wiekami Mikołaj Rej.
Piłkarz prezesa wini, prezes trenera, a nas, kibiców, bierze cholera. Błaszczykowski Latę wini, Lato Smudę, a my, smutni, idziemy na wódę.

[more]

*

W telewizji oglądałem obrazki z czwartkowo-piątkowej nocy z Wieliczki, gdzie mieszkańcy miasta gorąco witali włoskich piłkarzy wracających z półfinałowego meczu z Niemcami. Przypominam sobie, że polscy piłkarze mieszkający w 1974 roku w trakcie MŚ w Murrhardt pod Stuttgartem też byli oklaskiwani przez tambylców. Widać tak to jest, że ludzie potrafią obdarzyć sympatią tych, którzy ich miejsce zamieszkania wybrali jako swą kwaterę podczas dużej imprezy. I, co ważne, zaszli w  imprezie daleko.

Jest w tej piłce nogą kopanej coś wyjątkowego. Nic to, że siatkarze ogrywają Brazylijczyków, że handballiści uzyskują przepustkę do mistrzostw świata, wiadomości i tak zaczynają się od rozliczeń, i to bardziej finansowych oraz personalnych niż sportowych, futbolistów. A kibice tak bardzo łakną, by choć trochę móc ogrzać się w cieple sukcesów gladiatorów, że w akcie determinacji są skłonni przyjąć jako swoje – sukcesy naszych, bądź co bądź, rywali.

 *

Gdzie będziemy za półtora roku? W fazie kolejnych rozliczeń po przegranych eliminacjach do mundialu, co najbardziej prawdopodobne? A może zdarzy się coś latem 2014 (Tak, tak! – krzyczę jak małe dziecko. – Niech się zdarzy! Ja chcę! Ja chcę!)? Coś, co wreszcie sprawi, że nie będziemy, wściekli i zawistni, patrzeć, jak – znów – kłócą się o pieniądze, lecz dane nam będzie powiedzieć: Niech mają, zagrali jak nigdy, należy im się!

Baj, baj, baju, baj…

*

Póki co, dziś wieczorem poznamy nowego mistrza Europy. Wychodzi na to, że w finale zagrają dwie najlepsze drużyny tego turnieju. Włosi zagrali fantastyczny mecz z Niemcami, przypominając, że są reprezentacją z wielkimi tradycjami i wynikami, że są drużyną o naprawdę wielkim potencjale. I, mimo kolejnych skandali, kryzys mającą najwyraźniej za sobą.

Natomiast Hiszpanie grają po profesorsku. Bez szaleństw, bez olśniewających zagrań i strzałów, ale – za mocni na dotychczasowych rywali. Nie wiem, czy finał będzie wielkim widowiskiem, obawiam się, że nie. Obrońcy tytułu zagrają raczej jak Anglicy (tylko że lepiej) niż Niemcy. Nie otworzą się tak bardzo, by dać Włochom okazje do groźnych i szybkich kontr.

I, stawiam, zagrają swój wreszcie bez dyskusji bardzo dobry mecz. I wygrają trzeci wielki turniej mistrzowski z rzędu.

 *

Przede wszystkim jednak – niech zwycięży futbol. Taki, na który patrzy się z wielką przyjemnością. Obyśmy ujrzeli, mimo tego, co napisałem wyżej, wielki mecz. Wspaniałe akcje, kapitalne interwencje bramkarzy. I gole, które zapamiętamy na długo. Bo przecież w życiu chodzi o to, by doświadczyć od czasu do czasu magii i czarów. A dziś wieczorem jest ku temu wielka okazja.


Dodaj komentarz