Z Maciejem Trzepałką spotkałem się na studiach. Coś tam, jakąś, hm, gazetkę usiłowałem wtedy – był rok 1982 – „wydawać”, tłukąc kilka albo kilkanaście egzemplarzy na maszynie do pisania. Takie to były czasy, o kserokopiarkach nikt wtedy jeszcze nie słyszał.
I któregoś dnia Maciek przyniósł swój rysunek.
[more]
Zdębiałem, bo wcześniej nie ujawniał się ze swoim talentem. Rysunek przedstawiał młodego poetę siedzącego przy biurku w trakcie mąk twórczych. Miał przed sobą kartkę papieru, inkaust w kałamarzu, a w nim zamoczone gęsie pióro. Wściekły z niemocy twórca trzymał za gardło Pegaza, który stał z drugiej strony biurka. Pegaz ledwie zipał, skrzydła miał klapnięte, oczy wychodziły mu na wierzch z braku powietrza.
Znakomita kreska, świetny koncept. Byliśmy, kilku chłopaków, niezwykle poruszeni pracą Maćka, jego bezspornym talentem. A ja także zdruzgotany, bo bez szans, by jego rysunek móc umieścić w pisemku.
Po latach ujrzeliśmy Trzepałkę w „Gazecie” – i bardzo się ucieszyliśmy, że wypłynął na szersze wody. Ale że w życiu nic nie jest na zawsze, więc i Jego współpraca z „GW” dobiegła końca.
Spotkaliśmy się całkiem niedawno, w marcu, wymieniliśmy adresami mejlowymi. Przegadali ze dwie godziny – chyba obaj (mam nadzieję) z radością konstatując, że niektórzy mimo upływu lat pozostali tacy sami. Kilkanaście dni temu dałem Maćkowi znać, że odpaliłem bloga, i poprosiłem o zastanowienie, czy nie zechciałby czegoś narysować. Pewności, że się zgodzi, nie miałem. Nie obraziłbym się, gdyby odmówił, bo powodów ku temu miałby wiele. Tymczasem odpisał, że tak, chętnie – i ostatnio przysłał mi swych prac tyle, że złapałem się za głowę. I za brzuch – ze śmiechu. Maćka pomysłem jest też hasło Ilustrowany blog muzyczny, które bardzo nam się z żoną – sprawującą opiekę techniczną nad moją pisaniną – spodobało, bo od współczesnego „Studia fryzur” wolimy emerytowanego „Fryzjera”.
Ruszamy więc w pewien sposób na nowo. Mam nadzieję, że w dalszym ciągu w miarę interesująco. A z kreską Maćka – z pewnością weselej. Dzięki, stary!
Państwa zaś zapraszam do lektury kolejnych wpisów.