Przed wielu laty, bodaj w 1986 roku, podczas seminarium magisterskiego u wielkiego mistrza, jakim był – nieżyjący już niestety – profesor Ireneusz Opacki, jeden z kolegów zadał mu nieśmiało pytanie:
– Panie profesorze, jeśli można postawić Panu coś w rodzaju zarzutu – dlaczego Pan tak mało pisze?
[more]
Opacki, ze złamaną nogą, podejmujący nas – ponad trzydziestu ludzi – w swoim domu, w pasiastej piżamie, z taborecikiem przy łóżku wyposażonym w paczkę marlboro, zapalniczkę i popielniczkę, zaśmiał się serdecznie.
– Wiecie Państwo, nie wszystko, co człowiekowi przyjdzie do głowy, warte jest od razu zapisania.
Powiedział to wybitny naukowiec, twórca polonistyki w Uniwersytecie Śląskim, świetny organizator, wspaniały nauczyciel, doskonały mówca i gawędziarz.
Cztery lata wcześniej, podczas jednego z niezliczonych turniejów jednego wiersza, juror, poeta Ernest Bryll powiedział do początkujących wierszokletów mniej więcej coś takiego:
– Chwytanie za pióro po Homerze, Dantem, Mickiewiczu i Słowackim jest oznaką wielkiej bezczelności. Mimo to ludzie pisali, piszą i będą pisać.
Wspominam te dwa epizody, ponieważ równie dobrze ilustrują one dzieje wszelkiej twórczej działalności ludzkiej. Komponowanie po Bachu, Beethovenie, granie rocka po Beatlesach i Zeppelinach jest wielce ryzykowne, ale to przecież nie powstrzymuje kolejnych pokoleń od sięgania po instrumenty. Co natomiast tyczy się opisywania muzyki – jest wielu lepszych ode mnie, z większą znajomością tematu, ze znakomitą znajomością języka angielskiego, z dostępem – w odróżnieniu ode mnie – do tysięcy płyt. A jednak nie powstrzymuje mnie to od klepania w klawiaturę.
Bo lubię. Bo czas lektur obowiązkowych – literackich, muzycznych, filmowych itp. – minął, bo mogę czytać tylko to i słuchać tylko tego, co sprawia mi przyjemność. I czasem zapisywać mniej lub bardziej warte tego wrażenia.
Bo muzyka – jako sztuka niewerbalna – to wyzwalanie uczuć, nastrojów. To przede wszystkim emocje.