Chcąc pisać, nie mam zamiaru doktoryzować się z rock’n’rolla. Dlatego że brak mi warsztatu: wiedzy, dostatecznej znajomości języka angielskiego, dostępu do płyt, książek itp. Ale przede wszystkim z tego powodu, że zupełnie nie o to mi chodzi. Działalność twórcza jest immanentną cechą ludzkiego istnienia. Wypływa z wewnętrznej potrzeby, powstaje z cierpienia albo ku rozrywce własnej i innych.
[more]
Niczym w powiedzeniu o krytyku (czyli eunuchu), który wie jak, lecz nie potrafi – moje pisanie o muzyce będzie więc zapisem emocji, które towarzyszą jej słuchaniu. Chciałbym zająć się tym graniem, które lubię i cenię. Jest tego dostatecznie dużo, by nie tracić czasu na dźwięki niekonieczne do życia. Będą to reminiscencje z największej życiowej pasji. By zatracić się, nie potrzebuję alkoholu, narkotyków – wystarczy muzyka. Ta, która porywa, pobudza, koi albo po prostu umila czas. Czyli wzrusza, pędząc gdzieś przez – czasem autostrady, a czasem zaułki głowy i serca.
*
Chciałbym w tym miejscu wspomnieć o jeszcze jednym. Swój muzyczny notatnik otwarłem w lutym 2011 roku. Oprócz zapisów o wspomnieniowym charakterze są i takie, których czas powstania jest bardzo istotny: wrażenia zapisywane świeżo po koncertach czy innych wydarzeniach muzycznych (np. rozdaniu „Fryderyków”). Decydując się teraz, w maju 2012, na upublicznienie tych zdań, mam świadomość, że niektóre nie będą grzeszyły aktualnością. Liczę jednak jednocześnie, że nie są towarem przeterminowanym i zupełnie już niestrawnym. Toteż chciałbym się nimi podzielić, a tytułem usprawiedliwienia zamieszczę przy nich datę powstania. Zaczynam w nieskromnej nadziei, że te słowa, które Państwo odnajdą w BLOG AND ROLLU, nie będą odzwierciedleniem tylko moich emocji. Chętnie i z pokorą przyjmę też ewentualne uwagi. Serdecznie zapraszam do lektury.