1966 i 1967 rok. Jeśli chodzi o Beatles, jest to pochodzący z albumu Revolver jeden z moich najukochańszych utworów w ich dorobku, jedna z największych pereł wśród bezmiaru znakomitości podpisanych przez McCartneya, Lennona czy Harrisona.
[more]
Amerykański Vanilla Fudge to – jak popatrzeć na jego dorobek – właściwie cover band. Powstały w 1966 roku, działający z przerwami do dziś, ale ten najistotniejszy okres obejmuje pierwszych pięć lat, do 1970 roku.
Kapela zafascynowana była przede wszystkim dokonaniami właśnie Beatlesów, jej pierwszy album otwierał Ticket To Ride, a zamykał EleanorRigby. Psychodelia w pełnym rozkwicie, materiał źródłowy stanowiący ledwie punkt wyjścia dla nieokiełznanej wyobraźni muzyków i upodobań do improwizacji.
Inną kwestią jest, jak to się broni po latach. Jedno jednak nie podlega dyskusji – wtedy, aby tak grać, trzeba było mieć pojęcie o stosowanym instrumentarium, a nie liczyć na nieograniczone możliwości studia nagraniowego.
W ścisłym związku z wpisem o „Klubie 27” rozpoczynam dziś nowy cykl. Nie jest to, mam nadzieję, strzelanie do własnej bramki. Bo choć upieram się raz po raz, że rokendrol to muzyka oryginału, jednak roi się w niej od kolejnych wykonań bardziej i mniej znanych utworów. Kolejnych wykonań nieraz bardziej znaczących od pierwowzoru. Dla mnie istotnym wyróżnikiem będzie odmienność wersji, ale nie zawsze i nie tylko to.
Na pierwszy ogień – coś z samego początku.
[more]
Cover to Cover
to tytuł albumu Jeffa Healeya z zespołem (1995). Skoro stąd zaczerpnąłem tytuł cyklu, to wypada zacząć od niego. A na wymienionym krążku mamy nowe wersje piosenek W. Dixona, Creedence Clearwater Revival, Cream, Beatles, Led Zeppelin czy J. Hendriksa. Oraz Roberta Johnsona, urodzonego w 1911 roku czarnego bluesmana, którego wykonania i sposób gry na gitarze wywarły wielki wpływ na dzieje bluesa i rocka.
Wydawałoby się, że
romansowanie z mężatką
jest bezpieczniejsze niż z panną. Ta ostatnia przecież może chcieć wszystkiego i od razu, zamężna pani, sama świadoma pewnych ograniczeń, zwykle jest ostrożniejsza w żądaniach. Co jednak zrobić z zazdrosnym mężem? Dziś już nie dowiemy się, kto przygotował, kto podał do wypicia truciznę, a kto chciał – i czy rzeczywiście – go przed tym powstrzymać: kochanka czy jej mąż? Dwudziestosiedmioletni Robert wyzionął ducha, ale jego – siłą rzeczy niedoskonałe technicznie – nagrania parę dziesiątków lat później wywarły wielki wpływ na kilka pokoleń gitarzystów.
W 1961 roku ukazał się album King of the Delta Blues Singers zbierający piosenki Johnsona, zdaniem wielu – jeden z najlepszych albumów bluesowych w historii.
Jeff Healey
też już, niestety, nie żyje. Ten Kanadyjczyk urodził się w 1966 roku, a jako roczne dziecko stracił wzrok. Mimo to bardzo szybko nauczył się grać na gitarze i trąbce. Tę pierwszą trzymał płasko ułożoną przed sobą, co – przy wspaniałej technice – pozwalało mu osiągać wyjątkowe efekty brzmieniowe.
Już jako nastolatek stał na czele własnego tria, szybko zyskując opinię wirtuoza. Występowali z nim B.B. King, Steve Ray Vaughan, Mark Knopfler, George Harrison, Eric Clapton, Buddy Guy, Ian Gillan czy ZZ Top.
Był zapalonym kronikarzem, zgromadził olbrzymią płytotekę klasyków bluesa i jazzu. Posiadał ponad trzydzieści tysięcy płyt (!) nagranych jeszcze na 78 obrotów na minutę.
Tak jak nowotwór odebrał mu wzrok, nie pozwolił również dożyć czterdziestych drugich urodzin. Healey zmarł w marcu 2008 roku.