Święta – czas umierania: Cocker, Krauze, Barańczak

Nie ma dobrej pory na umieranie, ale uczynić to na dwa dni przed świętami, w Wigilię albo w same święta – jest wyjątkowo kiepskim pomysłem. Tak się nie robi, to przecież nie wypada.

[more]

Wieści o śmierci takich ludzi, jak Joe Cocker, Krzysztof Krauze i, teraz, Stanisław Barańczak bolą szczególnie. Bo tak jest zawsze, gdy umierają ci ponadprzeciętni, ci, którzy dostarczali wzruszeń innym. Po tym (również) poznaję, że nie jestem już młody – coraz mniej wokół mnie narodzin, coraz więcej umierania.

*

Pan tu nie stał

Pan tu nie stał, zwracam panu uwagę, 

że nigdy nie stał pan za nami 

murem, na stanowisku naszym też 

pan nie stał, już nie mówiąc, że na naszym czele 

nie stał pan nigdy, pan tu nie stał, panie, 

nas na to nie stać, żeby pan tu stał 

obiema nogami na naszej ziemi, ona stoi 

przed panem otworem, a pan co, 

stoi pan sobie na uboczu 

wspólnego grobu, panie tam jest koniec, 

nie stój pan w miejscu, nie stawiaj

się pan, stawaj pan w pąsach na szarym końcu,

w końcu znajdzie się jakieś miejsce i dla pana


*

Gdy nagle, w wieku dwudziestu pięciu lat, zmarł Andrzej Bursa (1932-1957), jego przyjaciele i znajomi nie byli w stanie tak po prostu uwierzyć w tę wiadomość i pogodzić się z nią. Zebrali się i zaczęli opowiadać sobie różne śmieszne zdarzenia z poetą związane, dostając przy tym, jak dziś byśmy powiedzieli, coraz większej głupawki. W tym miejscu i ja pozwolę sobie na jedno wspomnienie – z czasów, gdy sprzedawałem książki i zaopatrywałem się w nie w hurtowniach:

Stanisław Barańczak w 1999 roku otrzymał nagrodę Nike za Chirurgiczną precyzję. Widziałem codziennie po stanach magazynowych, że tomik – jak to zwykle w ostatnich dziesięcioleciach z poezją bywa – nie sprzedaje się szczególnie szybko. I któregoś ranka panienka przy komputerze, świeżo po maturze, odpowiada mi, że nie ma. Jak to?! – pytam zaskoczony i wychylam się, by spojrzeć na monitor komputera. – Przez „ch”, proszę pani.Tleniona blondynka bez zmrużenia oka poprawia błąd i oświadcza: Nie ma. Wychylam się raz jeszcze, spoglądam w ekran i mówię: Przez „u”, proszę pani.

*

„Oto nareszcie książka, o której powiedzieć można wszystko prócz tego, że jest niepotrzebna. Przeciwnie, Kalendarium rocznic i obchodów – wydane, jak się dowiadujemy ze wstępu, już po raz jedenasty – to publikacja żywotnie niezbędna każdemu Polakowi. Budzisz się w nocy, zlany potem i przejęty grozą, bo nie pamiętasz, czy przypadkiem nazajutrz nie przypada Dzień Odlewnika? Nie ma strachu – wystarczy sięgnąć po Kalendarium i sprawdzić. Bardzo też słusznie wydano ten cenny tom w formacie kieszonkowym. Kalendarium powinna zawierać każda polska kieszeń, tak aby w dowolnej porze dnia i nocy można było szybkim ruchem wyciągnąć to kompendium i się skonsultować. Wiadomo przecież nie od dziś, że rocznice i obchody są w naszym kraju – obok wódki i czerwonego płótna – jedynym towarem, którego mamy pod dostatkiem i którego nigdy nie zabraknie. Lektura Kalendarium uświadamia nam nawet, że rocznic i obchodów bywa chwilami troszkę za dużo, co wynika z ich nierównomiernego rozmieszczenia (poprawniej: nierytmicznej lokalizacji na przestrzeni czasu). Tak np. dzień 25 maja to równoczenie: 1. Święto Ludowe 2. Dzień Działacza Kultury 3. Dzień Pracownika Przemysłu Spożywczego 4. Dzień Drukarza i 5. Dzień Jedności Afryki. Wyobraźmy sobie teraz, że ktoś jest naturalizowanym Murzynem, który zapisał się do ZSL, pracuje w drukarni, wytwarzającej etykietki na przetwory warzywne, a w wolnych chwilach działa kulturalnie w amatorskim zespole big-beatowym. Ktoś taki musiałby w jednym dniu wziąć udział w pięciu akademiach! Jak to zorganizować w czasie, jeśli nawet pominiemy kwestię nieuniknionego fizycznego wyczerpania? A co począć, jeśli ktoś jest wielodzietnym chemikiem, zatrudnionym w przemyśle terenowym? Pierwszy czerwca to przecież jednocześnie Dzień Chemika, Dzień Pracownika Przemysłu Terenowego oraz Międzynarodowy Dzień Dziecka. Trudny wybór!”.

(Fragment z: Stanisław Barańczak, Książki Najgorsze i parę innych ekscesów krytycznoliterackich. Wydawnictwo a5, Poznań 1990)

[W NaTemat: 26 grudnia 2014]

Dodaj komentarz