
Pochodów pierwszomajowych, do uczestnictwa w których przymuszano mnie w czasach, gdy byłem uczniem szkoły podstawowej i średniej – jak większość – nie cierpiałem. Ale za pochodami gitarowymi też szczególnie nie przepadam. Wybieram więc dziś coś z czasów słusznie minionych: muzykę rodem z imperialistycznego Zachodu, ale oswojoną bałkańskim folklorem. A ponadto wspartą internacjonalistyczną przyjaźnią, dzięki której fani rocka w Polsce mogli mieć całkiem niezłe pojęcie o tym, co piszczy w nadadriatyckiej trawie.
[more]
*
Przed laty
w radiowej Trójce
codziennie od poniedziałku do piątku (a pierwotnie nawet do soboty) nadawano od 17.05 do 17.40 Muzyczną Pocztę UKF. We wtorki swój czas miał Dariusz Michalski, prezentujący muzykę z krajów, w których władzę sprawowali ludzie o tej samej, jedynie słusznej orientacji politycznej. Lawirował między świeczką dla czynników, czyli Piesniarami czy Pajuszczijimi Gitarami, a ogarkiem dla prawdziwie spragnionych, czyli na przykład rockiem madziarskim albo jugosłowiańskim. Dostęp do księgarń przy ośrodkach kultury – węgierskiej, NRD, CSRS itd. – mieli mieszkańcy naszej stolicy. Gdzie indziej upolowanie płyt z ościennych krajów było niezmiernie trudne, płyt z Bałkanów – zupełnie niemożliwe (dziś, paradoksalnie, jest z tym jeszcze trudniej). Pozostawały więc tylko magnetofony i wspomniane audycje. To z tych ostatnich dowiadywaliśmy się o kolejnych nagraniach takich grup, jak Smak, Parni Valjak czy Atomsko Sklonište.
*
Jakże byliśmy – wśród wielu innych pragnień – spragnieni tego, by w tej części Europy grano na sposób zachodni. Gdy zaś niektórym udawało się osiągać poziom wyraźnie wyższy od przyzwoitego, byliśmy dumni. A czasem było po prostu po europejsku. Nam zazdroszczono SBB. My zazdrościliśmy Węgrom Omegi i Locomotivu GT, zaś narodom Jugosławii – przede wszystkim Bijelo Dugme.
Był w tym palec, choć niekoniecznie Opatrzności (może opaczności?), że Gorana Bregovicia –
syna Serbki i Chorwata
– wylano ze szkoły muzycznej, bo w grze na skrzypcach robił stanowczo zbyt małe postępy. Wziął się za gitarę i wkrótce założył w Sarajewie zespół, bo w ten sposób znacznie łatwiej było podrywać dziewczyny. Z tych szczytnych pobudek zrodziła się najsłynniejsza grupa rockowa na Bałkanach i jedna z najlepszych w demoludach.
Początki nie były całkiem proste. Niemniej już pierwsze single sygnalizowały wielki potencjał – na jednym z nich znalazł się Kad Bi Bio Bijelo Dugme (to po jego sukcesie zespól zmienił nazwę, wcześniej zwał się Jutro), rozbudowany numer, zaszyty gdzieś pomiędzy Child in Time i July Morning Uriah Heep, a na innym Selma – pieśń o społecznym awansie dziewczyny, jej wyjeździe do większego miasta na studia, co oznaczało też koniec miłości. Ballada stała się wielkim przebojem i otwarła u progu 1974 roku drogę do – jak się wkrótce miało okazać – oszałamiającej popularności. Sam Bregović (urodzony w 1950 roku) określał styl kapeli jako rock pasterski: pomieszanie wpływów anglosaskich, z ich dominującą wtedy postacią –
glam – z elementami ludowymi,
folklorem Bałkanów.
Wytwórnia płytowa Jugoton osiągała zupełnie niesocjalistyczne zyski ze sprzedaży płyt Białego Guzika. Tak wielkie, że gdy lider stwierdził, że chce nagrywać w Londynie, nikt nie ośmielił mu się sprzeciwić. Padło na studio AIR, będące własnością George’a Martina, producenta nagrań Beatlesów. To w czasie pierwszej bytności BD w stolicy Wielkiej Brytanii odsłuchiwano premierowo tuż obok Bohemian Rhapsody, a przy okazji kolejnych sesji członkowie zespołu mijali się z Brianem Ferrym czy dokonującym swych ostatnich nagrań Markiem Bolanem. Bregović wspomina: „Z gwiazdami dość szybko nawiązywaliśmy kontakt, bo choć niektóre z nich miały włosy ufarbowane na fioletowo, to kiedy się wspólnie sika, pękają wszelkie bariery”. W Londynie nagrano ostatecznie trzy krążki.
*
Szczyt artystycznych możliwości kapela osiągnęła w 1979 roku – album
Bitanga i princeza (Włóczęga i księżniczka)
powszechnie uznawany jest za najlepszy w jej dorobku. W 1984 roku odszedł wokalista Željko Bebek, a zespół coraz bardziej oddalał się od swoich rockowych korzeni. A w nich szczególnych wpływów upatrywałbym nie tyle we wspomnianym wyżej glam rocku, co – po prostu – w Deep Purple i Rainbow. Ale lata 80. były bardzo trudne dla tych, co zaczynali w poprzedniej dekadzie. Z formułą BD było podobnie – także ulegała wyczerpaniu. Gitarowe, mocne granie ustępowało pola coraz bardziej jałowym pomysłom syntezatorowym, tak charakterystycznym dla tamtego okresu w muzyce.
Wiatr historii, który coraz mocniej wiał w tej części Europy, do szczególnie dramatycznych wydarzeń doprowadził na Bałkanach właśnie. Bregović w 1989 roku rozwiązał ostatecznie zespół, trudno dociec, na ile z twórczej niemocy, a na ile z przeczucia tego, co zaraz miało nastąpić. Sam będący człowiekiem, w którego żyłach płynie krew dwóch zwaśnionych narodów, miał szczególnie mocną świadomość, że Bijelo Dugme było
symbolem jedności Jugosławii,
że muzyka grupy była ponad podziały, jednoczyła pod sceną czy przy głośnikach młodych ludzi. Skoro jednak zupełnie inne wartości zaczęły brać górę, trudno było udawać, że gitara ma większą siłę od kałasznikowa.
Bregović rozpoczął karierę solową, już w 1990 roku wydając pierwszy album. Nawiązał współpracę z reżyserem filmowym – ale także muzykiem – Emirem Kusturicą i napisał muzykę do kilku jego filmów, z Underground (1995, Złota Palma w Cannes) na czele.
W 2005 roku doszło do ponownego zejścia się wszystkich członków zespołu na okoliczność trzech pożegnalnych koncertów: w Sarajewie, Zagrzebiu i Belgradzie. Stały się one jeszcze jednym dowodem na siłę tej muzyki, były też manifestacją niesłabnącej miłości fanów. Pozycja Bijelo Dugme w historii bałkańskiego rocka wciąż wydaje się wyjątkowa i niezagrożona.
P.S. Bez artykułów autorstwa Grzegorza Brzozowicza znajdujących się we wkładkach do dwóch wydanych w naszym kraju wyborów nagrań BD tekst niniejszy nie mógłby powstać.
[W NaTemat: 1 maja 2014]