Święta, co depczą nam po piętach

Nie zdążyliśmy zapalić zniczy na grobach bliskich, jeszcze był październik, a w jednej z sieci handlowych już zaczęto rozkładać choinki, bombki i oświetlenie w przeróżnych gamach i kolorach.

[more]

Do świąt ponad miesiąc, miasta dopiero zalśnią drzewkami i świecidełkami, każdy, nawet najmniejszy geszeft włoży coś stosownego do witryny. Media wykrzyczą nam na różne sposoby, że one – święta – idą, że już czas. Czy pomyślałeś o najbliższych, czy nie zapomniałeś o kimś, że przecież może jeszcze coś mógłbyś, coś powinieneś kupić. Za własne albo wziąć korzystny kredyt. By święta uczynić jeszcze bardziej świątecznymi, cudownymi i niezapomnianymi.

Kilkadziesiąt godzin, z czego część przeznaczona musi być na sen i trawienie czy – ściślej – niestrawność. Kupę czasu – z przewagą kupy - zajmie nakrywanie do stołu, zbieranie naczyń do posiłkach, ładowanie do zmywarek albo zmywanie analogowe. Miejsce dla pilota też się znajdzie przy stole, to jasne.

Żołądek, głowa, a może wręcz cały organizm zacznie krzyczeć: niech już się skończą, niech miną, niech przejdą, niech już będzie po! Niech się skończą wizyty i rewizyty, prezenty i rekwizyty. Niech już wszystko wróci do normy.

Niech już będzie po, bo zaczną się wreszcie wyprzedaże, wyjątkowe, jedyne, niepowtarzalne okazje, których nie wolno przegapić. Właściwie szkoda, że jeszcze nie znieśli drugiego dnia świąt (przecież tak stało się w wielu krajach), bo można by wsiąść w samochód, pokręcić się po centrach handlowych i szybko zamienić otrzymane koperty na coś konkretnego. Niech już będzie po, by móc znów wziąć kalendarz do ręki i spojrzeć, jak wypadają święta w następnym roku.

Ale o co chodzi? Ha, żebym to ja wiedział, to bym Wam powiedział. Pewnie 24 grudnia będzie tak, że zakręceni jak w termomiksie siądziemy do wigilijnej obiadokolacji, w tle zagra płyta z kolędami, a w telewizorze pojawi się czołowa postać życia publicznego.

   Anieli grają,                                    

   Króle witają,                                     

   Pasterze śpiewają,                                     

   Bydlęta klękają,                                     

   Politycy przemawiają.

Na samą myśl o tym cyrku już dziś próbuję zapaść w sen zimowy. Ale coś czuję, że nie będzie to sen sprawiedliwego.

P.S. Kilka lat temu, gdy 24 grudnia wypadał w niedzielę, pewna pani zapytała moją lepszą połowę: 

–  Kiedy robicie Wigilię?

Żona osłupiała. 

– Jak to kiedy? Wigilia to Wigilia. W niedzielę. 

– Bo my zrobimy sobie w sobotę i będziemy mieli trzy dni świąt.

[W Natemat: 19 listopada 2013]

Dodaj komentarz