Cover to Cover: Them i The Doors, Gloria

A Irlandia jest taka zielona… Przed U2 byli Thin Lizzy, a przed Thin Lizzy – Them*. Przed Jimem Morrisonem był van Morrison.

Z jednej strony decydując się spośród wielu na cover Doorsów, idę po linii najmniejszego oporu. A z drugiej – czy ten wybór trzeba jakoś szczególnie uzasadniać?!

[more]

1964 rok. Jeden z najwspanialszych singli w historii rocka: na stronie A – Baby, Please Don’t Go, na stronie B – właśnie Gloria. Jezus Maria, jeśli się zastanowić, co robili wtedy Beatles, Rolling Stones, Kinks i Who, to kawałek Them powoduje jeszcze większe dreszcze, jeszcze większe uznanie. Atak wokalny van Morrisona to ówczesna ekstraklasa, a natarcie gitar, aranżacja tego utworu, wszystko, co dzieje się w środku – to powiew rockowego geniuszu. Ten utwór nic a nic się nie zestarzał.

The Doors – pozornie – podeszli do tematu na miarę swoich czasów: podręcznikowo odegrali oryginalną wersję. Jednak jak chwilę pomyśleć – to po jakie licho jedna rockowa kapela ma majstrować przy fantastycznym numerze innej rockowej kapeli? Czy nie wystarczy, jeśli zagra go równie świetnie? Zdecydowanie wystarczy. Jak jeszcze dosypie – bagatela! – tyle mocy, psychodelii i wyuzdania.  Po prostu – znowu – geniuszu. Jednocześnie też – zamykając drogę innym chętnym, by po takich tuzach zrobić to kolejny raz w podobny sposób.

Na rejestrację płytową wersji Doorsów czekaliśmy długo, bo do 1983 roku. Wtedy ukazał się koncertowy Alive She Cried. Z taśm w paru przypadkach wydawałoby się, że nie do odratowania, w cyfrowej obróbce wyciśnięto pełen blask mistrzowskich wykonań. Gloria (zapis z próby przed występem) w tym zestawie lśni blaskiem największym…

_____

 * Z jednym istotnym zastrzeżeniem: podziału tego kraju i faktu, że dwa pierwsze wymienione zespoły wywodzą się z Dublina, a Them z Belfastu.

Dodaj komentarz