„Mój mąż jest z zawodu dyrektorem” – dumnie oświadcza w filmie Poszukiwany, poszukiwana małżonka Jerzego Dobrowolskiego. Żeby nie było nieporozumień, daleki jestem od stwierdzeń, że wszystkie kobiety (mężczyźni, lekarze, nauczyciele, politycy, agenci ubezpieczeniowi itd.) to… Że wszyscy szefowie – prezydenci, prezesi, dyrektorzy, kierownicy – są tacy jak ci, o których niżej. Ale, niestety, jest takich bardzo wielu.

[more]
Świetnie, jeśli szef zna się na robocie. To naprawdę wiele załatwia i sporo ułatwia. Powoduje, że – przynajmniej z grubsza – wie, o czym podwładny, kontrahent – do niego mówi. Nieraz jednak zdarza się tak, że niestety ma o meritum sprawy pojęcie mętne albo nie ma go wcale. I to już jest dramat.
Do tego trzeba dołożyć cechy, powiedzmy, ogólnoludzkie. Jakim szef jest człowiekiem – ? Z klasą (ten musi znać się na robocie, nie można być jednocześnie dyletantem i mieć kasę, przepraszam, klasę) lub bez, osobą o wysokiej kulturze osobistej (rzadko) lub chamem (częściej). Lubiącym ludzi lub stroniącym od nich, z sercem czy zamkniętym w sobie, nieprzystępnym.
Zajmowane stanowisko zmusza szefów do wystąpień. Na forum, przed audytorium. Jedni to uwielbiają, czują się wtedy jak ryba w wodzie, innym przychodzi to z trudem, mozolnie uczą się radzić sobie ze stresem i plączącym się językiem. Niektórym nic nie pomaga.
Ale są, bo muszą być, słuchani. Szef może wygadywać największe głupstwa. Jeśli tak się dzieje, mało kto ma tyle odwagi, na tyle silną pozycję w firmie, by powiedzieć mu to wprost. Więc zwykle gadają całkowicie bezkarnie. Jeśli to lubią – mówią w dodatku za dużo i za długo. Nawet gdy mądrze, trudno jest to wytrzymać za kolejnym – dziesiątym, setnym, pięćsetnym razem.
Najgorsze jednak jest to, że szefowie zwykle nie przestają być szefami po godzinach. Wieczorem, na urlopie lub emeryturze. Ich kompetencje stają się rozciągliwe jak guma w starych majtkach. Dalej wygłaszają swe opinie tonem autorytatywnym, nieznoszącym sprzeciwu. Na każdy temat. Bo oni się znają: w knajpie lub markecie – na żywności, przed telewizorem – na polityce, muzyce i sporcie, u cioci-kloci na imieninach – na wszystkim razem. Są nieomylni, genialni, zasłuchani w piękną barwę swego głosu, w barokową frazę kolejno wygłaszanych zdań.
Szef ma pozycję. W firmie, ale najczęściej w domu i zagrodzie też. Żaden kasujący go prawnik, lekarz, architekt wnętrz, ogrodnik, współplemieniec rodzinny, zwłaszcza jeśli gołodupiec, nie powie mu: „Zamknij się chłopie, pier… trzy po trzy, a nie masz o tym zielonego pojęcia!”.
Złośliwy jestem? Pewnie tak. Ale nie pisałbym o tym, gdybym wielu takich, niekoniecznie jako swoich przełożonych, nie spotkał.
– Koniec, panie dyrektorze, już? Świetnie. Orkiestra, tusz!
(czerwiec 2012)
