Był czas, że handlowałem książkami. Sprzedawałem książki. Ale czy – jako jeden ze znienawidzonej rzeszy handlarzy obnośnych – mam prawo nazwać się księgarzem? Nawet jeśli miałem przygotowanie do tej profesji, jako absolwent polonistyki, lepsze niż większość parających się dzisiaj tym zajęciem?
[more]
Patrząc z bliska na ten wydawniczo-hurtowniano-księgarski grajdoł, mówiłem nieraz, że księgarze sprzed lat, sprzed wieków, przewracają się w grobach. No bo tak – po przełomie 1989 roku nastał wolny rynek. Mój ojciec zawsze powtarzał, że funt handlu jest lepszy niż sto kilo roboty. To stare powiedzenie znów stało się bardzo aktualne. Sklepy prywatne zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu. Co by tu otworzyć? – zastanawiał się niejeden. – Warzywniak już jest, spożywczy i monopolowy też. Wiem, otworzę księgarnię! Jak postanowił, tak zrobił. Większość tych ludzi nie miała pojęcia o literaturze, książka była dla nich takim samym towarem jak pół litra czy słoik ogórków.
*
Panie i panienki w hurtowniach. Czasem bardzo miłe, to było już sporo. Ale o kompetencje w wielu przypadkach lepiej nie pytać. Właściciel jednej z hurtowni zadał dziewczynie chcącej podjąć pracę pytanie o polskich noblistów, czym wprawił ją w wielki popłoch.
Mój skrajny przypadek wyglądał następująco:
Stanisław Barańczak w 1999 roku otrzymał nagrodę Nike za Chirurgiczną precyzję. Widziałem codziennie po stanach magazynowych, że poza mną właściwie nikt tego tomiku nie kupuje. I któregoś ranka tleniona blondynka, świeżo po maturze, odpowiada mi, że nie ma. Jak to?! – pytam zaskoczony i wychylam się, by spojrzeć na monitor komputera. – Przez „ch”, proszę pani.
Panienka bez zmrużenia oka poprawia błąd i oświadcza: Nie ma. Wychylam się raz jeszcze, spoglądam w ekran i mówię: Przez „u”, proszę pani.
*
Z pomieszczeń tzw. wzorcowni, czyli miejsc, gdzie hurtownie eksponowały posiadany towar, notorycznie ginęły książki. Kiedyś zniknęły w katowickim „Matrasie” cztery tomy Wielkiego słownika angielsko-polskiego i polsko-angielskiego. Leżały nie dalej niż półtora metra od jednego ze sprzedażowych stanowisk komputerowych. Ktoś się nie bał i za..bał – podsumuję, lecąc staropolską frazą.
Byli też księgarze-złodzieje działający metodycznie – codziennie wynosili z hurtowni pod kurtką lub swetrem jedną – dwie książki, za które nie płacili. Do czasu.
*
Przejdźmy na drugą stronę lady. Czytelnicy. Znawcy. Bibliofile.
W 1996 roku Wisława Szymborska otrzymała nagrodę Nobla. Przekrojowy Widok z ziarnkiem piasku był bestsellerem tamtej jesieni i zimy. Do księgarni wchodzi elegancko ubrany młody mężczyzna: flauszowy płaszcz za kolana, biała koszula, krawat, szal fantazyjnie przerzucony przez szyję i kołnierz.
– Czy są wiersze Wisłockiej?
– Może Szymborskiej?
– Nie, nie, Wisłockiej!
*
Do księgarni wchodzi bardzo już wiekowa pani, ani chybi – emerytka.
– Czy są Krzyżacy?
– Są, proszę bardzo – księgarz podaje egzemplarz.
– A to jest w jednym tomie, takie chude?! – pyta zdziwiona pani.
– Chce pani większy format? Proszę bardzo…
Starsza pani jakoś nie dowierza.
– Coś to takie dziwne – mówi w końcu, odkładając książki na ladę. – To ja pójdę gdzie indziej.
*
Do księgarni zbłądzili ojciec z około dziesięcioletnim synem. Dziecko łapie tatę za rękę i nieśmiało wskazuje podręcznik, który bardzo by mu się przydał. Ojciec wali chłopaka na odlew w twarz i cedzi przez zęby:
– W ubiegłym roku nie miałeś i zdałeś, to w tym też sobie poradzisz!
*
Sprzedaję słowniki w jakimś biurze. Jedna z pań decyduje się na zakup. Druga, by nie być gorsza, oświadcza:
– Ja też mam w domu Słownik wyrazów obcych Kobylińskiego.
*
Parę lat temu pewna pani profesor, literaturoznawczymi – nazwiska, proszę wybaczyć, nie pamiętam – powiedziała, że to nieprawda, że ludzie dziś czytają mniej niż dawniej. Różnica polega na tym, iż kiedyś do tego, że się nie czyta, wstyd było się przyznać.
*
Na swój wygląd trzeba zapracować! – mawiała Kobieta Pracująca w Czterdziestolatku.
Znajomy księgarz, wcześniej górnik, zwykle twarz miał taką, jakby dzień wcześniej ostro zabalował. Na powtarzające się ze strony innych wesołe zaczepki odparł kiedyś tak:
– Mój sztygar ciągle powtarzał – jeśli czujesz się tak, jak wyglądasz, to ci współczuję.
