Grać jak Alvin Lee

Co jakiś czas z ogromnym smutkiem odnotowujemy, że niebiańska orkiestra wciąż i wciąż się rozrasta. W środę zmarł w wieku sześćdziesięciu ośmiu lat Alvin Lee, określany kiedyś mianem najszybszego gitarzysty świata, lider słynnej na przełomie lat 60. i 70. formacji Ten Years After.

[more]

Lee, mimo iż wciąż koncertował i nagrywał, miarą późniejszych dokonań nie zbliżył się do tych z pierwszego okresu aktywności twórczej. Tamten czas zupełnie jednak wystarcza, by nie wolno było o nim i jego zespole zapomnieć. Choć żadna płyta z premierowym materiałem nie doczekała się miana arcydzielnej, to na każdej znajdowało się parę znakomitych utworów.

Siłę zespołu, niepospolite umiejętności wszystkich czterech instrumentalistów ujawniały dopiero nagrania koncertowe. Słychać to zarówno na drugim w dyskografii, bardzo bluesowym albumie Undead (1968), jak i dwupłytowym, wydanym wiele lat później Live At The Fillmore East (2001), będącym zapisem koncertu z 1970 roku.

Porywający występ Ten Years After należy do najjaśniejszych punktów festiwalu Woodstock w 1969 roku, a jego największą ozdobą jest szalona, rozbudowana wersja I’m Going Home. Takie numery z dorobku grupy, jak – przede wszystkim – Love Like A Man (jeszcze jeden genialny gitarowy riff w dziejach) oraz Hear Me Calling,  I’d Love To Change The World czy 50.000 Miles Beneath My Brain na zawsze pozostaną w pamięci fanów.

Dodaj komentarz