Rzadki ptak na zapomnianym niebie – Rare Bird

W 1975 roku Polskie Nagrania zaszalały, wydając trzy wspaniałe licencyjne albumy (wszystkie będące kompilacjami, ale to nie miało większego znaczenia). Z numerem katalogowym SX 1235 ukazał się krążek Keith Emerson & The Nice!, z numerem SX 1236 Atomic Rooster, a z kolejnym – Rare Bird. Moi starsi bracia zdawali sobie sprawę z tego, co pojawiało się i natychmiast znikało z półek działów płytowych księgarń, ja – nie.

[more]

Wszystkie trzy krążki – teraz, gdy piszę te słowa – mam w zasięgu ręki (co niewiele ma wspólnego ze sprawiedliwością, bo nie współfinansowałem ich zakupu). Tych płyt słuchałem tyle razy, że każdą nutę mam wyrytą na osobistym twardym dysku.

Wtedy, w połowie lat 70.

Rare Bird sprawili mi trudność największą.

Słuchałem, słuchałem… Aż w końcu, pamiętam doskonale ten moment: była sobota, oddawałem się pastowaniu i froterowaniu podłóg, a z dość skromnego wtedy sprzętu dobiegały mnie dźwięki z ich krążka. I nagle, ze ścierką tłustą od pasty w rękach, zastygłem. O rany, ależ to fantastyczne! – dotarło do mnie. I to był – jeśli dobrze pamiętam – ten mój muzyczny „pierwszy raz”. Nagle wszystkie drzwi we mnie otwarły się na oścież – zakochałem się w tych dźwiękach bez reszty, z całkowitym oddaniem. Miałem wtedy trzynaście lat.

Potem okazało się, że gdzieś na jednej ze szpul braci od kilku lat zarejestrowana była Epic Forest (1972). Płyta, która w trójkowym archiwum gdzieś się zawieruszyła, a po paru latach odnalazła. Tych radiowych taśm wyciągniętych zza jakiejś szafy było więcej, co dało redaktorowi Piotrowi Kaczkowskiemu pretekst do uruchomienia pewnego muzycznego cyklu. I dzięki temu, bodaj w 1980 roku, miałem ją nagraną na swojej już taśmie magnetofonowej. Zaś wiele, wiele lat później namierzyłem wersję CD, za bardzo duże wtedy pieniądze. Ach, cóż to było za niesamowite przeżycie – móc puścić sobie te utwory po latach przerwy, w znakomitej jakości! A później udało mi się dotrzeć do kolejnych nagrań grupy, co ciągle nie jest proste.

Bo

zespół to zapomniany.

Powstały pod koniec lat 60. Jeśli popularny, to głównie poza Wielką Brytanią. Po wydaniu Rare Bird (1969) i As Your Mind Flies By (1970) rozpadł się, a – reaktywowany w nieco innym składzie w 1972 – działał do 1975 roku.

Niedużo tego, parę lat, w dodatku z przerwą. I dwa oblicza zespołu: najpierw progresywne (wtedy porównywano ich do The Nice i Procol Harum). Sporo tam było inspiracji muzyką klasyczną, barokiem – jak w przepięknym Down On The Floor – i, oczywiście, rozbudowanych form (Flight).

A potem zrobiło się bardziej oryginalnie, gitarowo, nadal jednak z obłędnie pięknymi harmoniami i wspaniałymi chórkami. Album Epic Forest i dziś jawi mi się jako dzieło znakomite. Z jednej strony tak charakterystyczne dla brzmień początku lat 70., a z drugiej – stanowiące szeroko pojętą czołówkę ówczesnych dokonań.

Zawsze miałem słabość

do grania łączącego w sobie melodie i chórki z porządnym gitarowym graniem (jak np. wczesny Wishbone Ash). Rare Bird są w samym środku tych doznań. I nie muszę chyba nikogo przekonywać, że jeśli jakaś muzyka jest ciągle z nami, jeśli ciągle mamy ją w głowie, mieliśmy dostęp do niej jako młodziaki, wciąż – mimo upływu lat – chcemy do niej wracać, to trudno zdobyć się na stuprocentowy obiektywizm. Zresztą – po jaką cholerę, jeśli muzyka to wyzwalanie emocji. Jeśli słuchanie czegoś wciąż sprawia niesłabnącą radość.

Zachęcam, sprawdźcie mnie. To naprawdę szlachetne granie. Czas i pamięć ludzka obeszły się z niektórymi wykonawcami bardzo niesprawiedliwie.

Dodaj komentarz