Jesteś Bogiem. Reż. Leszek Dawid, 2012

Nie moja bajka. Hip-hop nie jest moją muzyką, nie to pokolenie. I tu właściwie mógłbym skończyć, ale to byłoby za proste.

[more]

Akcja filmu – tak jak i rzeczywiste wydarzenia – rozgrywa się w Katowicach-Bogucicach, wszystko w promieniu trzech kilometrów od miejsca, w którym mieszkam od prawie trzydziestu lat. Sześć lat pracowałem w kopalni „Katowice”, która przez blisko dwa stulecia, aż do zamknięcia w 1999 roku, stanowiła serce tej dzielnicy. Znam wszystkie bogucickie kąty pokazywane na ekranie. To sprawia, że trudno pozostać obojętnym.

Drugi powód – Śląsk, muzyka i pod wieloma względami historia podobna do tej pokazanej w Skazanym na bluesa (reż. J. Kidawa-Błoński, 2005). Samotność prostego i skomplikowanego jednocześnie człowieka. Najczęściej nieumiejącego nazwać niepokojów go gnębiących, co wcale tych problemów nie czyniło mniejszymi. Nieradzącego sobie ze sobą i światem.

Nie sposób nie dostrzec też analogii między kobietami obu bohaterów. Justyna przeżywa dokładnie te same rozterki co Gola. Nieszczęściem ich obu stało się to, że pokochały neurotycznych mężczyzn, którzy – nawet jeśli bardzo chcieli i czasem próbowali – nie nadawali się do roli mężów, a jeszcze bardziej ojców.

W Skazanym wiele rzeczy było mi dobrze znanych, wiele byłem w stanie zweryfikować, rozpoznać jako twór wyobraźni autorów filmu, w Jesteś Bogiem nie potrafię tego uczynić. Ale to nie ma znaczenia. Oba filmy, mimo punktowanych przez krytyków mielizn scenariuszowych i realizacyjnych, są w gruncie rzeczy przejmującymi historiami samotności.

Wydaje się, że Magikowi wystarczyłoby znacznie mniej niż Riedlowi, by się uratować. Może wręcz jest tak, że Riedel był już chory nieuleczalnie, przez długie lata, a Magik nie znalazł tej jednej, jedynej pomocnej dłoni, która w odpowiednim momencie pomogłaby mu wyjść z kręgu samobójczych myśli i wrócić do w miarę normalnego życia. Z filmu wynika raczej, że bardziej niż o rodzinę chodzi o opłakane relacje „biznesowe” między zespołem a hochsztaplerami, którzy na piosenkach Paktofoniki zwąchali niezły interes do zrobienia. Choć jednocześnie, jako ojciec dwudziestojednoletnich dziś mężczyzn wiem, że w tym wieku trudno jeszcze mówić o pełnej dorosłości (Piotr Łuszcz popełnia samobójstwo, mając zaledwie dwadzieścia dwa lata).

O Riedlu można powiedzieć – zaryzykuję stwierdzenie – że tej pomocy w gruncie rzeczy nie chciał. O Magiku – że nie nadeszła w porę. Wspominając największe postacie muzyki drugiej połowy XX wieku, te, które przedwcześnie rozstały się z życiem, niejednokrotnie zastanawiałem się, czy ludzie ci – i wszyscy inni odbierający sobie życie – rzeczywiście chcieli to zrobić. Czy życie potrafi boleć do tego stopnia, by utracić wszelką nadzieję i na zimno podjąć decyzję o jego zakończeniu. I to „na zimno” zrealizować potem na przykład przez otwarcie okna i przełożenie nóg przez parapet na dziewiątym piętrze. W tych ostatnich, pełnych wewnętrznego napięcia chwilach z pewnością coraz głębiej wpadając w bezdenną dziurę czarnych myśli.

Szaleństwo niepoparte szczególnymi działaniami i osiągnięciami w tej lub innej dziedzinie życia, sztuce czy nauce – jest najczęściej dokuczliwym dla otoczenia dziwactwem. Jeśli te osiągnięcia się pojawiają – powodują, że inność, przynajmniej w pewnym stopniu, zostaje usprawiedliwiona.

Kaliber 44, Paktofonika, Magik – to trzy legendy polskiej muzyki ostatniego dwudziestolecia. Śmierć, bezsensowna, okrutna i zawsze straszna – tę legendę legitymizuje w najmocniejszy z możliwych sposobów.

Jesteś Bogiem to artystycznie film znacznie wyższych lotów niż Skazany na bluesa, pewnie więc dostanie sporo różnych nagród na różnych festiwalach. Dla mnie pozostanie jednak przede wszystkim przejmującym studium samotności w czasach – szczerzącej niejednokrotnie wilcze zęby – transformacji. A samej muzyki jest w nim umiarkowanie dużo. Czy to zarzut? Chyba nie, bo to historia muzyków, a nie film muzyczny.

*

Z zapisaniem tytułu filmu mam problem. Panuje tu niekonsekwencja. Bóg raz pojawia się pisany z dużej, raz z małej litery.

Dodaj komentarz